Alarmy
dotykowe to fascynujący, pożyteczny, ale wbrew pozorom także i
dość kapryśny "rozdział" elektroniki. Najprostszy tego
rodzaju wskaźnik/alarm można zrobić na próbniku napięcia (taki
śrubokręcik z oporniczkiem i neonówką w środku), jednak zabawy z
wyższym napięciem (230 V) mogą być (ewentualnie) trochę/bardzo
niebezpieczne - zwłaszcza dla początkujących elektroników.
W
literaturze branżowej oraz w Internecie można znaleźć całkiem
sporo schematów urządzeń reagujących na dotyk - od prostych
wrażliwych na opór ludzkiej skóry przełączników sensorowych
(dotykamy dwóch kabelków), poprzez najbardziej rozpowszechnione
"jednokabelkowe" układy reagjące na dotknięcie przez
człowieka, który funkcjonuje jako żywa antena "ściągająca"
przydźwięk sieciowy (na tranzystorach lub/i tyrystorach wzgl. na
układach scalonych) aż po najbardziej "fachowe" układy
wykorzystujące pojemność ciała ludzkiego oraz indukcję (na
tranzystorach lub cyfrowych układach scalonych).
Przez
ostatnie dni eksperymentowałem sobie radośnie z wszystkimi typami
układów i doszedłem do wniosku, że konstrukcje wykorzystujące
przydźwięk sieciowy są wyjątkowo kapryśne i stosunkowo
niepraktyczne, bo jeżeli będziemy chcieli np. podłączyć do
takiego układu klamkę, oddaloną od naszego urządzenia o 5, 10 czy
więcej metrów, to czułość urządzenia nam to bardzo utrudni lub
wręcz uniemożliwi. Warto także nadmienić, że konstrukcje
"przydźwiękowe" po prostu nie działają na odludziu,
gdzie nie ma stałego sieciowego "brum-brum". Wykonałem
między innymi układ na dwóch tranzystorach i jednym tyrystorze
małej mocy sterujący diodą LED, jednak w przypadku przewodu
łączącego z klamką o długości powyżej 2.5 metra (średnica
przewodu 0.5 mm) czułość takiegoż "ustrojstwa" była
tak duża, że praktyczne użytkowanie stało się niemożliwe
(musiałbym użyć znacznie cieńszego wzgl. ekranowanego przewodu
czy też robić bezkontaktowe sprzęgi indukcyjne na krzyżujących
się przewodach lub trymerkach wzgl. sztucznie znacznie zaniżyć
wzmocnienie tranzystorów). Układy "przydźwiękowe"
fatalnie reagują na niebateryjne źródła zasilania (zasilacze),
wyzwalają się na skutek różnych zakłóceń zewnętrznych
("pstryknięcie" lutownicą transformatorową,
przełączniki, lampy, odkurzacze itd.). Ich wykorzystanie ogranicza
się zatem jedynie do takich sytuacji, kiedy przewód połączeniowy
nie jest bardzo długi i w pobliżu nie ma źródeł silniejszych
zakłóceń elektromagnetycznych.
W bezpłatnym e-booku
Colina Mitchella "200 Transistor Circuits - Circuits 1-100"
trafiłem jednak na schemat stosunkowo prostego pojemnościowego
układu tranzystorowego z tylko jednym elementem indukcyjnym (cewką,
którą można bajecznie prosto wykonać ze zwykłego przewodu
montażowego czy drutu miedzianego), sterującego zwykłą tanią
membraną piezo (do kupienia nawet już od kilkudziesięciu groszy za
sztukę). Układ ten u mnie na początku nie działał jak należy,
jednak po kilku minutach "zabawy" znalazłem przyczynę -
oporniczek łączący emiter pierwszego tranzystora z masą
(oryginalnie 1 kΩ) okazał się mieć nieznacznie za małą wartość
(przynajmniej na moim "okablowaniu" sensora), więc
zastąpiłem go potencjometrem (2.2 kΩ) i układ nie tylko że ożył,
ale okazał się rewelacyjnie skalowalny, uniwersalny, a także
znacznie idioto- oraz w pełni zakłócenioodporny.
Oto schemat ideowy:
Elementy potrzebne
do budowy:
- 3 tranzystory małej mocy o polaryzacji NPN,
np. BC547 lub inne podobne
- 1 tranzystor
małej mocy o polaryzacji PNP, np. BC557 lub inny podobny
-
1 dioda przełączająca (uniwersalna impulsowa) 1N4148 lub inna
podobna
- cewka wykonana z drutu miedzianego w emalii o średnicy 0.5 mm, 16
zwojów na okrągłym rdzeniu formującym (np. patyczku) o średnicy
Ø 5 mm ("kijek" formujący później usuwamy i mamy cewkę
na "rdzeniu powietrznym"); można nawinąć przewodem
montażowym w koszulce igelitowej (średnica żyły miedzianej ma
wynosić 0.5 mm); długość cewki około 15 - 20 mm (w razie
potrzeby można związać np. nitką, żeby się za bardzo nie
rozłaziła; zwoje raczej nie powinny się stykać)
-
1 kondensator 33 pF (najlepiej ceramiczny; oznaczenie 33 lub 330
wzgl. 33K itp.)
- 2 kondensatory 47 pF (najlepiej
ceramiczne; oznaczenie 47 lub 470 wzgl. 47K itp.)
- 1
kondensator 100 pF (najlepiej ceramiczny; oznaczenie 101 wzgl. 101K
itp.)
- 1 kondensator 10 nF (oznaczenie 103 wzgl.
103K itp.)
- 1 kondensator 22 nF (oznaczenie 223 lub 223K wzgl. 22 nK itp.)
- 1 rezystor 220 kΩ, kod barwny: czerwony -
czerwony - żółty
- 1 rezystor 47 kΩ, kod
barwny: żółty - fioletowy - pomarańczowy
- 1 rezystor 22 kΩ, kod barwny: czerwony - czerwony - pomarańczowy
- 1 rezystor 10 kΩ, kod barwny: brązowy -
czarny - pomarańczowy
- 1 rezystor 2.2 kΩ, kod
barwny: czerwony - czerwony - czerwony
- 1
rezystor 100 Ω, kod barwny: brązowy - czarny - brązowy
-
potencjometr 2.2 kΩ (montażowy, osiowy lub suwakowy), oznaczenie
2.2 K, 2k2, 222 itp.
- membrana piezo (akustyczny przetwornik piezoelektryczny, czasem
niezbyt poprawnie zwana "buzzerem piezo"), bez generatora;
na zdjęciu poniżej przykład takiej membrany w obudowie (istnieją
także analogiczne przetworniki bez obudowy - bardzo podobne do
"piskadeł" piezo stosowanych w popularnych niegdyś
naręcznych zegarkach elektronicznych "z melodyjką";
membranę z takiego zegarka też można spokojnie wykorzystać)
- 2 baterie węglowo-cynkowe/alkaliczne 1.5 V,
np. AA (duże paluszki) lub AAA (małe paluszki) wzgl. inne; baterie
łączymy w szereg, tzn. plus pierwszej do plusa układu, minus
pierwszej do plusa drugiej, minus drugiej do minusa układu
-
przełącznik (nieobowiązkowy, ale zalecany)
-
stop lutowniczy z kalafonią, lutownica, szczypce, nożyk, przewód
połączeniowy (np. montażowy czy telefoniczny), koszyczek na
baterie (nieobowiązkowy)
- płytka uniwersalna lub coś
podobnego (w ostateczności można montować także "w
pajęczynkę" lub na listwie zaciskowej)
- przewód
do podłączenia sensora (możliwie cieniutki, zwłaszcza jeśli
obiekt zabezpieczany alarmem jest znacznie oddalony od naszego
urządzenia, a najlepiej drut nawojowy w emalii o średnicy 0.1 - 0.2
mm, którego końce oczywiście "obskrobiemy" przed
użyciem)
Zasada
działania:
Układ
rezonansowy (cewka + kondensatory) wraz z pierwszym tranzystorem
(patrząc od lewej strony schematu) tworzą prosty generator drgań.
Dotknięcie palcem punktu pomiędzy kondensatorami 33 pF i 100 pF
(wzgl. anody lub katody diody) zmienia pojemność układu i
wygasza/zmienia rezonans (nasze ciało to przecież też
kondensator), co wyzwala "pipczący" alarm trwający tak
długo, jak długo dotykamy sensora. Potencjometrem 2.2 kΩ można
regulować czułość układu - szukamy zatem takiego punktu pracy
jałowej (czyli bez dotykania sondy), kiedy membrana piezo właśnie
dopiero co przestała piszczeć. Dotykanie palcami/śrubokrętem
przyłącz potencjometru lub samego potencjometru, o ile ma on
metalową obudowę, także może wyzwalać pisk i trzeba to wziąć
pod uwagę w czasie kalibracji (ba, przy odpowiednio dobranym punkcie
pracy układ będzie "darł ryja" nawet w pobliżu ciała
ludzkiego, tzn. w odległości ok. 3 - 30 cm - co może zależeć
również od długości i grubości przewodu - a więc bez potrzeby
dotykania czegokolwiek). Jeżeli kabel łączący nie będzie
przesadnie długi (do kilkudziesięciu centymetrów) i jeśli
równocześnie trochę "pobawimy się" potencjometrem, to
możemy nawet uzyskać układ uruchomiający się na stałe i
emitujący sygnał dźwiękowy nawet po zaprzestaniu dotykania
sensora (resetujemy wtedy poprzez krótkie wyłączenie napięcia
zasilania lub inny sposób, który "wyczaimy"
eksperymentalnie). Dioda oraz drugi tranzystor pełnią funkcję
sprzęgająco-przełączającą, a ostatnie dwa tranzystory z prawej
strony napędzają oscylator sterujący membraną piezo. Aby membrana
ta działała prawidłowo, to pomiędzy jej przyłączami musi się
znaleźć rezystor o odpowiedniej wartości, zależnej także od
napięcia zasilającego (np. przy zwiększeniu do około 4 V membrana
już nie zadziała, a przynajmniej tego nie usłyszymy). Układ
został zaprojektowany do zasilania napięciem 3 V (w tym również z
zasilacza stabilizowanego, z czym układy "przydźwiękowe"
mają akurat spory problem).
Możliwości
wykorzystania:
- alarm
zabezpieczający nie za duże elementy metalowe (klamki, kłódki,
metalowe rączki od szafek meblowych, mniejsze kraty itd.); im
dłuższy (i grubszy) kabel łączący z sensorem oraz im większą
kupą żelastwa jest nasz nadzorowany obiekt, tym trudniej ustawić
zadowalający punkt pracy, dlatego sugeruję użyć możliwie
cienkiego drutu miedzianego w emalii (np. z uszkodzonego
transformatora czy cewki przekaźnika) o grubości 0.1 do 0.2 mm;
cienki przewodzik to mniejsza pojemność własna i możliwość
wyprowadzenia na dalszą odległość; można także zrezygnować z
"regulaminowego" punktu wpięcia sensora (między
kondensatorami 33 pF i 100 pF) i przenieść go np. na anodę lub
katodę diody (zwłaszcza na katodzie uzyskamy bardzo oryginalny
efekt dźwiękowy modulowany nieznacznie przydźwiękiem sieciowym,
który w naszej cywilizacji jest dość wszechobecny, co może się
niektórym nawet spodobać)
-
"czary mary" do rozbawienia/zainspirowania dzieciaków
(wyczuwaczka pod stołem/gazetą, a my machamy ręką nad nim, a coś
tam właśnie pipczy)
-
oryginalny dzwonek do drzwi (np. na drzwiach umieszczamy maskotkę
misia z wmontowaną elektrodą-wyczuwajką oraz z napisem "Pogłaszcz
misia po brzuszku")
- harfa
pojemnościowa (jako dotykowy/bezdotykowy prosty instrument muzyczny,
na którym gra się niewidzialnymi muśnięciami dłoni w pobliżu
odpowiednio rozmieszczonych czujników)
-
zabawka zręcznościowa (np. pierścień metalowy, który będziemy
ostrożnie przesuwać po pętli z ułożonego "labiryntowo"
gołego drutu - zadaniem jest nie dotknąć pierścieniem do metalu;
układ wymaga odpowiedniego ustawienia potencjometru, żeby nie
wzbudzał się bliskością naszych rąk)
- alarm bezdotykowy
z czujnikiem pod dywanem, wycieraczką lub w futrynie drzwi czy ramie
okna; elektrodę-wyczuwaczkę lub parę takich elektrod w postaci
kawałka/kawałków folii czy tacki aluminiowej, o odpowiednio
dobranej wielkości i optymalnym umiejscowieniu ma się rozumieć,
umieszczamy w stosownym miejscu i mamy układ bezdotykowo wykrywający
obecność człowieka lub nawet wjeżdżający na teren posesji czy
do garażu samochód; możliwe także nawijanie niewielkich otwartych
cewek-wyczuwaczek; nie twierdzę, że taką modyfikację zawsze łatwo
osiągnąć, ale otwiera to przynajmniej pole do popisu dla naszych
eksperymentów i pomysłowości (może trzeba będzie nieznacznie
udoskonalić układ elektroniczny poprzez "pobawienie się"
parametrami cewki czy kondensatorów, spomiędzy których "wyłazi"
nasz sensor; może trzeba będzie użyć kabla łączącego o innej
średnicy - nie chcę nikomu odbierać dobrej zabawy przy tworzeniu
własnych wynalazków)
- alarm dotykowy dla "większych
żelastw" typu rower czy motocykl (oczywiście z odpowiednimi
modyfikacjami wartości R/L/C i/lub eksperymentowaniem z grubością
przewodu przyłączeniowego, bo im większa kupa metalu, tym większa
jej pojemność własna)
-
wykrywacz kotka czy pieska wracającego do domu przez specjalną
pieskową/kotkową śluzę (taka mini klapka instalowana w drzwiach,
popularne zwłaszcza w krajach anglosaskich)
- prosty
"szkolny" wykrywacz metalu (części metalowe także mają
swoją pojemność elektryczną, że o zmianach indukcyjności nie
wspomnę); mój układ bez problemu z około 3 cm wyczuwa suwmiarkę
(cewka otwarta nawinięta zwykłym przewodem na dłoni i podłączana
eksperymentalnie do różnych punktów układu, np. do dodatniego
bieguna baterii); czułość i zasięg takiego wykrywacza można
zwiększyć nawijając bardziej profesjonalną cewkę (podłączoną
w układzie otwartym lub jeszcze lepiej zamkniętym) z odpowiednim
ekranowaniem samej cewki/przewodu; zainteresowanych zachęcam do
poszukania schematów i opisów budowy prostych wykrywaczy metalu,
gdyż wiedza tam zawarta daje się całkiem skutecznie przenieść na
nasze "piszczydełko" (i to bez potrzeby budowania
specjalnie dedykowanego układu)
Uwagi
końcowe:
Swój
układ zmontowałem na szybko w pajęczynkę. Użyłem 3 tranzystorów
NPN C9014 (zbliżone parametrami do BC547, ale z innym układem
wyprowadzeń) oraz jednego BC309 (PNP). Reszta elementów dokładnie
taka, jak na schemacie. Membranę piezo pozyskałem ze starego
ściennego telefonu "Cyfral", który to nie przeżył
uderzenia pioruna. Zasilam toto 2 starymi (trochę już
rozładowanymi) małymi alkalicznymi paluszkami (łącznie coś koło
2.5 V). Układ jest w stanie działać także na jednym paluszku ze
znacznie zmniejszoną siłą głosu. Przetestowałem także tryb
zasilaczowy (napięcie stabilizowane 3 V). Cewkę nawinąłem na
trzpieniu śrubokręcika "zegarmistrzowskiego" o średnicy
5 mm kabelkiem w koszulce igelitowej z żyłą miedzianą o średnicy
0.5 mm, który to wydłubałem z "wielonitkowego" przewodu
telefonicznego, jaki to kiedyś podarował mi miły monter
telekomunikacyjny (trzpień po nawinięciu cewki oczywiście
usunąłem). Urządzonko bez problemu wykrywa dotyk na klamkach
odległych nawet o 10 i więcej metrów (na takie odległości
oczywiście podłączmy tylko cieniutkim drucikiem, który ma
wprawdzie większą oporność, ale i znacznie mniejszą pojemność
własną, a w tego rodzaju urządzeniach głównie o pojemność
właśnie chodzi). Udało mi się także przetestować toto na
rowerze odległym o 5 metrów (można wytropić człowieka zaledwie
zbliżającego doń swe łapy), wykrywać łażenie ludzi po dywanie,
pod którym umieściłem czujnik z tacki aluminiowej (lub z samego
drutu) oraz zbudować prościutki wykrywacz metalu. Układ ten
polecam zatem do całkiem poważnego wykorzystania oraz do zwykłej
zabawy i poszerzania swoich umiejętności twórczych. Wymaga
oczywiście trochę/sporo cierpliwości i żyłki eksperymentatora,
ale może sprawić mnóstwo radości i wiele nauczyć.
Moja
instalacja alarmowa wisi sobie na drzwiach pracowni. Układ
wpakowałem do takiej malutkiej torebki na prezenty, którą
umieściłem na haku garderobianym (i tak już był na drzwiach).
Około 2.5 metra kabelka montażowego łączy urządzenie z klamką.
Ponieważ to nieco za dużo kabla, więc pozwijałem go na
wietnamskiej pałeczce do jedzenia w kunsztowne "loki" -
teraz długość zmniejszyła się do ok. 50 cm, które to
przymocowałem do drzwi taśmą klejącą (nawinięcie "loków"
siłą rzeczy dodało kolejne "cewki" do układu, dzięki
czemu zestrojenie okazało się łatwiejsze). Instalacja powiadamia
mnie o dotknięciu klamki (lub o samym zamiarze dotknięcia, bo
"ustrojstwo" piszczy już nawet w momencie przybliżania
górnej kończyny).
Układ
ten ma jeszcze jedną fenomenalną właściwość, bo nadaje swój
pipczący sygnał na częstotliwości UKF, więc mogę go odbierać
na terenie całego (sporego) domu przy pomocy zwykłych odbiorników
radiowych (u mnie akurat w okolicach 106 - 108 MHz, co zależy od
ustawienia potencjometru). Osoby mieszkające w blokach powinny to
wziąć pod uwagę w związku z możliwością zakłócania odbioru
UKF sąsiadom.
Kilka
spostrzeżeń praktycznych:
1.
Idealnym rozwiązaniem byłoby zastąpienie kondensatorów, spomiędzy
których "wychodzi" czujnik, czyli 33 pF oraz 100 pF,
trymerami lub kondensatorami zmiennymi (takie rozwiązania można
zaobserwować w kilku książkach przedstawiających podobne układy).
2.
"Stroić" można także długością/grubością kabla.
Większość podstawowych testów robiłem na przewodzie o długości
4-5 metrów i średnicy 0.5 mm. Jeśli Twój układ będzie np.
działał na odwrót (tzn. cichł w momencie dotknięcia klamki), to
w przypadku niepowodzenia usunięcia tego kłopotu zmianą położenia
suwaka potencjometru zawsze możesz jeszcze wydłużyć kabel.
4.
Typ potencjometru nie jest krytyczny (od 220 omów do kilku kiloomów
- w zależności od długości i grubości przewodu oraz "ilości
żelastwa" na końcu kabla). Jeżeli nie masz akurat
potencjometru, to możesz użyć rezystora stałego (zwykłego
opornika) o wartości od 1 do 1.2 kilooma, a resztę "dośpiewać"
sobie przewodem itd.
5.
Użycie metalowego przedmiotu podłączonego "na samym układzie"
(w miejscu spotkania się kondensatorów, gdzie "podpinamy"
przewód sensora) może stanowić dobrą przeciwwagę
pojemnościowo-indukcyjną, ułatwiającą zestrojenie układu (taką
przeciwwagą może być także posłużenie się większym gabarytowo
potencjometrem w metalowej obudowie, np. osiowym czym suwakowym,
która to samą swoją "metalowością" wpływa na
pojemność/indukcyjność swego całego "sąsiedztwa").