Jeden z
najprostszych układów tranzystorowych na świecie. Coś idealnego
dla dzieci i młodzieży, które dopiero uczą się elektroniki, a i
dorosłym i bardziej doświadczonym może się przydać.
Po
podłączeniu zasilania dioda LED świeci i świecić tak może nawet
ładnych kilka miesięcy, bo układ jest bardzo mało "energożerny".
Po zwarciu kabelków tworzących sondę (albo po zanurzeniu ich w
wodzie czy też wetknięciu do doniczki z wilgotną ziemią) diodka
gaśnie.
No i
mamy nasz "odwrotny czujnik wilgoci", który teraz z
czystym sumieniem można nazwać sygnalizatorem suchości.
Wartość
potencjometru nie jest krytyczna. Wystarczy wszystko, co ma od 330 k
wzwyż. Oporniczek zabezpieczający diodę LED (82 om) nie jest
konieczny, jeśli użyjemy zużytych baterii (np. małych lub dużych
paluszków), których łączne napięcie (połączenie szeregowe) nie
przekracza 2.5 V (dotyczy większych diodek LED, bo przy tych
zwykłych maleńkich trzeba bardziej uważać). Zamiast wspomnianego
oporniczka ograniczającego można wstawić potencjometr 100 omowy i
dowolnie regulować sobie jasność diody (w przypadku nowych pełnych
baterii nie należy jednak schodzić poniżej 50 omów, bo może to
skrócić czas życia diody lub nawet ją przepalić).
Typ użytego
tranzystora również nie jest krytyczny. Można użyć prawie
każdego dowolnego tranzystora małej lub średniej mocy o
polaryzacji NPN. Od biedy można sięgnąć również po tranzystorek
PNP, ale należy wówczas odwrócić bieguny zasilania i odwrotnie
wpiąć diodę LED.
Elektrody
należy wetknąć w ziemię możliwie jak najgłębiej (u mnie
dotykają one dna doniczki). Zwykłe "gołe" druty
miedziane nie są zbyt dobre, bo już po kilku godzinach wchodzą w
rekcje elektrochemiczne z ziemią (osydują itd.). Użyłem dwóch
ocynkowanych śledzi namiotowych o długości ok. 25 cm, które
okazały się idealne w przypadku mojej dużej donicy. No i teraz
moja ulubiona yucca jest porządnie nadzorowana elektronicznie.
Jeżeli
elektrody nie są dobrane lub umieszczone właściwie, to może się
zdarzyć, że już po kilku minutach od chwili ich wetknięcia w
wilgotną ziemię dioda zacznie się słabiuteńko świecić (co
widać jedynie w zupełnej ciemności). Nie trzeba tego wprawdzie
traktować koniecznie jako wadę, ale chyba lepiej by było, jeśli
nasz układ będzie pracował, tak jak Bóg przykazał, więc lepiej
dobrać/sprawdzić elektrody, dokonać regulacji potencjometrem lub w
ostateczności użyć innej diody LED o innym kolorze emitowanego
światła, np. żółtej czy zielonej, które to mają wyższe
napięcie przewodzenia.
Nasz
detektor jest w stanie także sygnalizować suchość w sposób
akustyczny, jeśli użyjemy np. buzzera na prąd stały (w handlu są
już takie, które rozbrzmiewają przy 1 V). Plus buzzera podłączamy
do plusa baterii, a minus do katody diodki LED.
Inne
możliwości wykorzystania układu:
-
sygnalizacja otwarcia/zamknięcia drzwi (na odpowiednio ustawionych
stykach lub kontaktron na futrynie plus magnesik na drzwiach)
-
przerwanie obwodu pułapki drutowej (z łatwo rwącego się drutu), w
więc jako najprostsza instalacja nadzorująca teren
-
spadek poziomu cieczy (wody, wina, piwa itp.)
-
sygnalizacja temperatury (poprzez termistor)
-
detektor światła / zmroku (fotorezystor)
itd. /
itp.
W
miejsce diody LED można wstawić odpowiednio dobrany przekaźnik i
obsługiwać nim jakieś większe urządzenie, np. małą pompkę
nawadniającą. BC547 wg mojej amatorskiej wiedzy jest w stanie
wysterowywać cewki przekaźników o poborze do 100 mA. W przypadku
użycia przekaźnika warto napędzać nasz układ zasilaczem
stabilizowanym 3V, bo bateryjki nie wytrzymają takiego obciążenia
zbyt długo.