niedziela, 28 lutego 2021

Generator RC do (próby) odblokowania mikrokontrolerów Atmega8 czy Attiny2313

 Można wykorzystać też w bardzo wielu innych sytuacjach.


 

 

Atmega8 ---> sygnał podajemy na nogę nr 9 (proc ma być też zasilony)
Attiny2313 ---> sygnał podajemy na nogę nr 5 (proc ma być też zasilony)

Ekstremalnie prosty (= tylko 3 elementy!!!), robiony na szybko transformatorówką (pająk „na kolanie”) generator RC prostokątny TTL. 74HCT00 + 100k + 5pF, zasilanie 5V stabilizowane (raczej z porządnego zasilacza, najlepiej nie z „impulsówki”). Krótkie kable dać. Dotykanie paluchem np. do masy może wygaszać oscylacje. Odwrotne podłączenie biegunów zasilania uwala scalaka!!! Opornik między piny 1/2 a 3/4/5. Kondzior między pinami 1/2 a 6. Wyjście z 6. Zasilanie na pinach 14 (+) oraz 7 (masa/minus). Można też dać 74HC00.

Piny 1 oraz 2 spięte zusammen do kupy. Piny 3, 4 oraz 5 spięte zusammen do kupy. Pin nr 1 scalaka zazwyczaj oznaczony ścięciem/kropką na obudowie (po stronie napisów). Naprzeciwko pinu nr 1 (= dokładnie przeciwlegle) jest pin 14. Jeśli masz scalaka ze środkowym (= nie narożnym) wyfrezowaniem/wgłębieniem (= jameczką w kształcie litery U), to jeśli masz to wyfrezowanie z lewej strony (i patrzysz na nie z góry od strony napisów/oznaczenia), to pin 1 jest na południowym zachodzie, czyli w dolnym lewym rogu). Jeśli nie będziesz zasilać mikrokontrolera z niniejszego generatora, to i tak będziesz musiał podać masę z generatora do masy mikrokontrolera. Jeśli potrzebny Ci będzie "dejtaszit" układu 74HC00/74HCT00, to możesz go obejrzeć/pobrać tutaj. W czasie trzymania scalaka w łapce oraz lutowania transformatorówką od czasu do czasu dotykałem paluchem do śrubki od pokrętła (uziemionego) kaloryfera, aby się na wszelki wypadek odelektrostatyczniać (być może to nadmierna ostrożność z mojej strony, ale od przybytku przecież głowa nie boli).

Taki generator zbudowałem i sprawdziłem f-miarką oraz praktycznie z Attiny2313. To jest generator RC, czyli działa bez kwarcu. Działanie takiego generatora można sprawdzić również zbliżając radyjko tranzystorowe kieszonkowe na fale średnie.

Jeśli ktoś chce wyliczyć sobie częstotliwość, to korzystamy z tego linku:

https://www.changpuak.ch/electronics/RC_HCT_Generator.php

W tym powyższym kalkulatorze R1 i R2 podajemy dwukrotnie większe niż nasz rzeczywisty R1 w pliku "generator RC do (próby) odblokowania mikrokontrolerów Atmega8 czy Attiny2313.jpg" (czyli po wyliczeniu żądanej częstotliwości należy wartość rezystancji podzielić przez dwa i na takim właśnie oporku budować nasz docelowy generator z 74HC00/74HCT00) ===> ale możemy oczywiście zrobić także generator według schematu podanego w kalkulatorze (czyste klasyczne inwertery/negatory np. na 74HC04 lub 74HCT04) i wtedy oczywiście R1 oraz R2 będą miały wartość dokładnie taką samą jak wstawiona do wspomnianego kalkulatora). Mała wskazówka dla bardziej zainteresowanych ---> nasze dwuwejściowe bramki NAND z 74HC00/74HCT00 łatwo przerobić na inwertery/negatory poprzez spięcie wejść każdej z bramek NAND zusammen do kupy, a wyjścia pozostają niezmienione (nie musimy więc specjalnie kupować 74HC04/74HCT04). Zaplecze matematyczne zgodne z powyższym kalkulatorem jest dostępne tutu. Osoby o wyższym poziomie spostrzegawczości na pewno dawno już zauważyły, że generator, który przedstawiłem/zbudowałem i przetestowałem, pracuje w rzeczywistości na dwóch ... inwerterach/negatorach (bo dwuwejściowa bramka NAND ze spiętymi razem wejściami daje nam właśnie inwerter/negator). 
 Starsi janusze-lutowacze zapewne pamiętają jeszcze tak popularne przed 30...50 latami układy TTL 7400/7404 (np. nasze dawne PRL-owskie UCY7400 czy UCY7404). Na nich także można budować generatory, jednakże wartości elementów "okalających" scalaka będą nieco inne (no i założenia matematyczne niezbędne do wyliczenia częstotliwości także). Dociekliwych starych wyjadaczy odsyłam do tego materiału w formacie DJVU (tutu jeszcze inaczej, bo z typową linearyzacją opornikiem dwustuomowym).

=================

Inne wartości dla schematu z pliku "generator RC do (próby) odblokowania mikrokontrolerów Atmega8 czy Attiny2313.jpg"

10k + 22pF = 1300 kHz (fale średnie radiofoniczne)
22k + 5pF = 2500 kHz
50k + 5pF = 1100 kHz (fale średnie radiofoniczne)
100k + 15pF = 186 kHz (czyli fale długie radiofoniczne)
110k + 5pF = 508 kHz
100k + 5pF = 590 kHz <--- to sprawdziłem w praktyce (z 74HCT00), fale średnie radiofoniczne
100k + 200nF = 13.9 kHz (fale bardzo długie, VLF, także akustyczne*)
100k + 100nF = 27.95 kHz (ultradźwięki, pieska powinno wypłoszyć blaszką piezo)
100k + 1nF = 2.7 kHz (czyli akustyczne, generator toniczny) 
 Wzór na częstotliwość f [kHz] to 279 500 000 / (R [Ω] x C [pF]), gdzie znak "/" oznacza kreskę ułamkową (= dzielenie), a znak "x" oznacza mnożenie (= "razy"). Wzór ten jest jedynie przybliżoną ogólną praktyczną wytyczną warsztatową i proszę się nie spodziewać, że wyliczymy sobie wszystko z kosmiczną dokładnością na zasadzie "co do herca", ale do większości zastosowań będzie to wystarczająco dobre. Mój faktycznie i realnie/fizycznie zbudowany generatorek powinien drgać na 559 kHz (bo tyle "wychodzi" ze wzoru), a w praktyce zmierzyłem 590 kHz, co wynika z rozrzutu/tolerancji użytych elementów oraz wahań napięcia, temperatury oraz upływu czasu działania i tempa nagrzewania się złącz półprzewodnikowych tworzących strukturę układu scalonego. Kto pragnie dokładniejszych nastawów, powinien posiłkować się trymerkiem (włączamy go równolegle lub szeregowo lub nawet zamiast kondensatora ==> sposób włączenia będzie zależał od tego, co zamierzamy osiągnąć oraz od rzędu wielkości częstotliwości, z jaką będziemy mieli do czynienia).   No i na koniec może jeszcze jedna mała uwaga dotycząca nieużywanych, czyli "wiszących w powietrzu" wejść pozostałych dwóch, czyli nieużywanych bramek scalaka 74HC(T)00. Jeśli starczy Ci chęci i zapału, to podłącz je do masy, gdyż dzięki temu zyskasz bardziej stabilną i przewidywalną pracę układu. (chodzi o piny 9 i 10 oraz 12 i 13).
* większość niezbyt starych ludzi powinna (jeszcze jakoś) usłyszeć tenże dźwięk, a dzieci i młodzież to bez problemu (ale musi być oczywiście dobry wysokotonowy przetwornik akustyczny ---> najlepiej w postaci blaszki piezo lub chociażby głośnika wysokotonowego, tzw. "gwizdka", wydłubanego z jakiejś starej spróchniałej i niepotrzebnej już kolumny głośnikowej, której definitywnie już nie zamierzamy restaurować; użycie głośnika wysokotonowego może się jednak wiązać z koniecznością dobudowania odpowiedniego układu wzmacniającego lub przynajmniej dopasowującego impedancję)  
 

źródło konceptu: avrdevices.ru
doprecyzowania: Marcin Perliński (SP6MAJ)
          

piątek, 4 grudnia 2020

Sethowanie PL, tłumaczenie nieoficjalne

Około roku 2006 przeczytałem to po raz pierwszy w wersji niemieckiej jako "Gespräche mit Seth" (oryginał amerykański jako "Seth Speaks"). Później "pochłonąłem" całą masę dalszych książek Jane Roberts (głównie po niemiecku), ale to właśnie ta pierwsza całkowicie zmieniła moje życie. Na zawsze.

Nieoficjalne tłumaczenie polskie zahostowane/darmowo upublicznione jako "Seth przemawia", podobno nieznacznie skrócone/skomasowane treściowo. Ktoś zrobił wielką robotę i należy Mu się za to OGROMNY SZACUN!!! Miałem kiedyś podobny pomysł, żeby przetłumaczyć to z niemieckiego i przekazać polskojęzyczności w prezencie, ale ktoś najwyraźniej mnie w tym uprzedził, co mnie nadzwyczaj ucieszyło, bo tłumaczenie, choć minimalnie okrojone o niektóre didaskalia, jest bardzo dobre i oddaje 100% tego, co Seth miał do powiedzenia. Dodatkowy zapasowy mirror tutu.


autorzy: Seth/Ruburt/Jane Roberts/Robert Butts

tłumaczenie polskie: nieznany KTOŚ bardzo zacny (pamiętam o Nim w pacierzu)

    (Marcin Perliński)

sobota, 18 lipca 2020

Radiopowiadamiacz / radioguziczek na 27 / 108 MHz, zwany roboczo "Puszkowcem"

Prosty, klasyczny, normalny, zwykły, ludzki „starodawny” bezmikrokontrolerowy, bezchinopierdółkowy, bezmodułowy, bezzwariowaniowy, bezscalakowy i samotranzystorowy nadajnik radiopowiadamiania 27.145 MHz (z wyraźną użyteczną harmoniczną na 108.58 MHz, wzgl. 27.000 MHz z JESZCZE BARDZIEJ użyteczną harmoniczną 108.00 MHz) oraz zaimplementowaną funkcją AUTO OFF, a także możliwością wykonania drobnej modyfikacji i wykorzystania jako radiobojki do łowów na lisa w krótkofalarskim paśmie 10 metrów (28 MHz)   




Nadajniczek niniejszy wykorzystuje zasadniczo/teoretycznie legalne i bezpozwoleniowe pasmo ISM (doczytaj sobie np. na Wikipedii, co to takiego), może być także łatwo przerobiony na radiobojkę do np. łowów na lisa w stuprocentowo legalnym licencyjnym krótkofalarskim paśmie 10 metrów (28 MHz). W gęstej zabudowie miejskiej zasięg urządzenia wynosi od przynajmniej kilkudziesięciu do dość typowych skutecznych stu kilkudziesięciu metrów lub nawet znaaaacznie dalej (zależy to od napięcia i odporności/wytrwałości drenażowej źródła zasilania, czułości odbiornika, rodzaju i charakterystyki promieniowania anteny, jej polaryzacji, dopasowania impedancyjnego oraz przeciwwagowania, wysokości jej zawieszenia, warunków propagacyjnych, ukształtowania terenu, gęstości zabudowy, konduktywności gruntu, intensywności tła wszechobecnego odcywilizacyjnego smogu , czyli „syfu   elektromagnetycznego” itd. itp.). Dodatkowy „kolateralny” zasięg na UKF (z wyższej harmonicznej) to kilkadziesiąt metrów. Moc szczytowa doprowadzona (PEP) w chwilowym (około półsekundowym) górnokrańcowym wycinku piku może wahać się od kilkuset miliwatów do nawet niemalże jednego wata i jest również zależna od kondycji źródła zasilania oraz dobroci/jakości/wysycalności rdzenia dławika wymuszającego start wbudowanego „migacza”, zbierającego także przy okazji energię w celu wygenerowania dodatkowego zmodulowanego amplitudowo (i także równocześnie trochę częstotliwościowo) wyraźnego akustycznego „plumknięcia” nałożonego na falę nośną. Drugim ważnym warunkiem maksymalizacji mocy szczytowej jest oczywiście możliwie dokładne dopasowanie impedancyjne samej anteny. Pik nadawczy trwa krótko (w całej swej pełnej długości do około jednej sekundy) i następuje po nim czterosekundowa przerwa/cisza, kiedy układ nie pobiera jakiejkolwiek energii (no dobra, jest dodatkowa nieobowiązkowa diodka LED, czerwona, superjasna, z oporniczkiem ograniczającym 6k8, więc te 2 mA lekko ze źródła zasilania sobie „podpija”), a potem znów pik nadawczy i znowu przerwa ... i tak w kółko – aż do automatycznego samowyłączenia się radiobojki. Układzik zaopatrzyłem w jednomosfetowy układ AUTO OFF –  po 3 minutach i 40 sekundach sam się wyłączy, zgaśnie również dioda LED (dołączona wraz ze wspomnianym już wcześniej oporniczkiem ograniczającym 6k8 między plusem zasilania oraz drenem mosfeta) i od tego momentu nie pobiera już żadnej energii poza pojedynczymi nanoamperami, które i tak się nie liczą, bo to przecież kilkaset razy mniej od naturalnego poziomu samoistnego samorozładowania się baterii/akumulatora). Czas, po którym następuje samowyłączenie, można zmieniać indywidualnie (krótszy będzie nawet lepszy, bo bardziej energooszczędny, czyli mniej/krócej drenujący źródło zasilania; w celu skrócenia trwania fazy aktywnej należy zmniejszyć wartość kondensatora „przymosfetowego” z 33 nF do na przykład 10 nF, aby uzyskać samowyłączenie po około minucie z niewielkim okładem). Posłużenie się mosfetem ma jeszcze jedną cenną zaletę – zabezpiecza układ na wypadek pokićkania biegunów zasilania, co oznacza, że radiopowiadamiacz nie ulegnie uszkodzeniu, jeśli pomylimy plus z minusem.

Nadajniczek tenże jest moim własnym, bardzo sprytnie „obkumanym” niskobudżetowym i dość wysokowydajnym energetycznie, konceptem konstrukcyjnym, składającym się z klasycznego „migacza/przerywacza typu żarówkowego” na tranzystorach komplementarnych średniej mocy (= jednoamperowych, 1 x NPN oraz 1 x PNP), obciążonego „kwarcowanym” nadajnikiem 27.145 (lub 27.000 MHz) oraz dodatkowo równolegle oporowo-indukcyjnie małym trafkiem/dławikiem, pozyskanym z bardzo starej (= lata dziewięćdziesiąte ubiegłego stulecia) kompaktowej świetlówki „oszczędnościowej” firmy Osram lub Philips (nie pamiętam już dokładnie, z której to wydłubałem) – takiej, co to udaje żarówkę „setkę” lub 120 wat (jest to indukcyjność bardzo wysokodobrociowa, o zmierzonej, moją własnymi rękoma wystruganą przystawką do multimetru, wartości wynoszącej 2.3 milihenra (mH), czyli 2300 mikrohenrów (µH), nawijana fabrycznie  grubszym drutem na porządnym rdzeniu ferromagnetycznym, zdolnym do chwilowego/krótkoimpulsowego magazynowania/kumulowania oraz rozprężania/oddawania energii i wytrzymywania nieco większych obciążeń prądowych – potencjalnie tak na oko do 2 amperów nawet chyba). Zamiast dławika można wprawdzie wpierdzielić żarówkę 12V 4W (= z apetytem na poziomie około jednej trzeciej ampera), fabryczny drutowy opornik kilkuwatowy o rezystancji rzędu kilku setek miliomów (mΩ), np. 0.22 Ω  lub 0.33 Ω) lub nawet „chamską” zworę z drutu, ale będzie to mniej lub bardziej drastycznie zwiększało zużycie energii, zmieni/przyspieszy tempo taktowania (zwłaszcza w przypadku zwory z drutu), pozbawi układ dodatkowego akustycznego „plumknięcia”, zda nas raczej tylko na tryb pracy z zasilacza lub akumulatora samochodowego/żelowego oraz (zwłaszcza w przypadku opornika lub zwory) znacznie i baaardzo niekorzystnie zmniejszy zasięg RF (= radiowy).

Sygnał z radiopowiadamiacza można odbierać dowolnym fabrycznym (przeznaczonym na polski rynek) lub samorobnym odbiornikiem/radiotelefonem CB, tzn. np. na kanale czwartym (o ile zamiast kwarcu 27.145 MHz wstawimy kwarc 27.000 MHz; bo w Polsce na „cymbałkach” pracujemy przecież „w zerach”), a także dodatkowo (w promieniu do kilkudziesięciu metrów) zwykłym odbiornikiem radiowym UKF (z pasmem CCIR), nastrojonym na górny koniec/kraniec skali, tzn. na 108 MHz (dotyczy również TYLKO użycia kwarcu 27.000 MHz). Osobiście nie mam fabrycznego odbiornika CB, a jedynie ultraprostego samorobnego trójtranzystorowego superrekcyjniaka, reagującego akustycznie buzerkiem na nośną 27.145 MHz. Nadajnik napędzałem w czasie pierwszych testów z wysokostabilizowanego i znakomicie ofiltrowanego zasilacza radiokomunikacyjnego 12 V 500 mA (również własnej konstrukcji), jako antenki użyłem 50 cm kabla miedzianego (plecionkowego), rzuconego „byle jak” poziomo i w lekkim półokręgu na środkowogierkowską kanapę (ze sprężynami stalowymi wewnątrz) na pierwszym piętrze hitlerowskiego domku ceglanego z prawdziwymi adolfowymi oknami/szybami  (które nie tłumią nadmiernie fal radiowych), a do łapy wziąłem mój odbiornik trójtranzystorowy z pionową (i gorszą) antenką, tzw. „domową” 35 cm, i trzymając go w charakterystyczny sposób powiększający czułość dzięki wykorzystaniu wpływu pojemności mojej przednio-górnej racicy chwytnej ruszyłem kapciorami spod chaty w drogę i uszedłem (w gęstej zabudowie miejskiej) 120 metrów aż do momentu, kiedy buzzerek przestał wyraźnie soczyście postękiwać (mierzyłem krokami oraz później także i googlomapą –  wyszło dokładnie tyle samo). Można więc założyć, że maksymalny zasięg tego nadajnika, zwłaszcza w otwartym terenie i poza gęstą zabudową miejską, może dochodzić do (nawet bardzo) wielu setek metrów, o ile do odbioru użyjemy fabrycznego (np. samochodowego) radiotelefonu CB ze standardowym i poprawiającym komfort użytkowania squelchem (= nastawną progową blokadą szumów) oraz z porządną dedykowaną anteną (w odbiorniku powinniśmy usłyszeć zarówno „startującą” nośną, jak i charakterystyczne akustyczne „plumknięcia” pochodzące z rozprężania się energii w dławiku 2.3 mH). „Plumkań” nadajnika mogę również słuchać na samorobnym odbiorniku UKF „Belcanto”, którego skala sięga do 109 MHz (bo tak go celowo wykonałem/nastroiłem) oraz jeszcze jednym fabrycznym „nabiurkowym” odbiorniku UKF/AM w stylu „niby retro”, należącym do mojej siory i mającym minimalny „zapas na skali”, sięgający właśnie akurat do mniej więcej 108.8 MHz (Chińczycy całkiem świadomie właśnie tak go zaprojektowali i wykonali, bo nawet nadruk na tarczy skali ma trochę intencjonalnego zapasu na samej podziałce).

Wszystko zmontowałem na plastikowej kauflandowej karcie „Payback”, w której szydłem „wyprałem” wszystkie potrzebne otwory służące do przetknięcia elementów. Typ użytych tranzystorów nie jest krytyczny, choć uważny obserwator zauważy, że zastosowałem modele pochodzące z wylutu, wydłubane z elektronicznego złomu i swoiście „pancerene” zarazem, czyli mocno przewymiarowane (= z dużym zapasem amperażowym), aby ciężej je było w czasie licznych eksperymentów radiowariackich uszkodzić. Można więc tu również wstawić całą gamę tranzystorów bipolarnych tzw. średniej mocy, czyli. np. BC211, BC211-16, BD135, BD135-16/25, BD137, BD137-16/25, BD139 czy BD139-16/25 dla dla polaryzacji NPN (oraz jako nadawczego) oraz BC313, BC313-16, BD136, BD136-16/25, BD138, BD138-16/25, BD140 czy BD140-16/25 dla dla polaryzacji PNP. Mosfet może być natomiast dowolny kilkuamperowy z kanałem N, np. coś z serii IRF8XX czy IRF5XX.




Od wielu dziesięcioleci nie produkuje już się prawie kwarców na pasmo 27 MHz, działających na zasadzie podstawowej/fundamentalnej (tzw. zazwyczaj z cięciem kryształu np. w osi AT), a jedynie łatwe w procesie masowego wytwarzania przemysłowego kwarce overtonowe, tzn. takie, które działają na niższej częstotliwości podstawowej oraz jednej (lub kilku) z kolejnych docelowych/znamionowych wyższych harmonicznych. Współczesne tanie kwarce 27 MHz są więc w zasadzie rezonatorami 9 MHz (bo 9 x 3 = 27), więc aby zmusić je do poprawnej pracy na wyższej harmonicznej, musimy podłączyć je do obwodu rezonansowego (LC) nastrojonego właśnie na 27 MHz. Taki obwód LC to na przykład indukcyjność 1 µH wraz z równoległym kondensatorem rezonansowym 33 pF (lub, tak jak w moim układzie, indukcyjność 1.2 µH wraz z kondensatorem 27 pF). Jako indukcyjność można wprawdzie wykorzystać gotowy fabryczny „kupny” dławik osiowy (np. 1 µH), jednak jego tzw. dobroć będzie dość mierna (no chyba, że sięgniemy po słuszniejszy gabarytowo dławik większej mocy, np. półwatowy lub jednowatowy (wzgl. jeszcze bardziej mocarny), tzn. taki, który wykonano grubszym drutem, więc i dobroć powinna być ciut przyzwoitsza). Wziąłem więc pręcik ferrytowy – z typowego telewizyjnego dławika z czasów PRL, o średnicy 3.8 mm i długości około 2 cm, sprawdziłem przy pomocy miernika indukcyjności (mojej wspomnianej już przystawki do multimetru) jego współczynnik przenikalności magnetycznej (tzw. „mi”) i stwierdziłem, że ma ten współczynnik na poziomie około 10 (dokładnie 9.66), co oznacza, że jeśli nawinę cewkę np. 10 µH i wyjmę z jej wnętrza wspomniany rdzeń, to indukcyjność zmniejszy się około 10 razy, czyli do 1 µH. Uzbrojony w tę wiedzę mogłem już „zasymulować” sobie cewkę. Żeby nie męczyć się żmudnymi obliczeniami przy pomocy wzorów (które notabene zawsze i tak warto mieć zanotowane w jakimś prawdziwym papierowym zeszycie) sięgnąłem po gotowe kalkulatory komputerowe.



W podmodule „Cewki” darmowego programu „Asystent Elektronika” wyszło mi coś takiego:





Po włożeniu rdzenia będzie więc 10 razy więcej indukcyjności, czyli około 1.2 µH.



No to teraz policzmy rezonans:





I już wiemy, że będzie dobrze, bo dochodzą jeszcze pojemności międzyzwojowe samej cewki, pojemność złącza tranzystora nadawczego oraz pojemności montażowe układu. Dojdzie więc jeszcze (przynajmniej) około półtora pikofarada i będziemy mieli teoretyczny (i praktyczny) rezonans w pobliżu 27.12 MHz, co w zupełności wystarczy, aby „wrzucić” kwarc we właściwą/nominalną (tzn. tę napisaną na jego obudowie) harmoniczną oraz zapewni poprawne oscylacje generatora wielkiej częstotliwości na tranzystorze BSX59 (lub podobnym).

No i tak właśnie wykonałem cewkę nawijając 7 zwojów drutu nawojowego 0.35 mm w emalii, dokładnie i równiutko zwój przy zwoju, oczywiście na wspomnianym wcześniej walcokształtnym rdzeniu/pręciku ferrytowym o średnicy 3.8 mm i długości około 2 cm, oraz przenikalności magnetycznej około 10, tudzież z  długością nawinięcia uzwojenia około 4 mm  (7 x 0.35 mm to niecałe 3 mm, ale uzwojenie i tak się samoistnie nieznacznie rozpręży właśnie do okolic wspomnianych 4 lub 4.5 milimetra). Całość usztywniłem neutralnym indukcyjnie „skośnookim” przezroczystym klejem dwuskładnkowym „Epoxy” (a w miejscu przejścia wyprowadzeń przez kartę „Payback” trochę już zleżałym dwudziestoletnim szarym „Poxipolem” do tzw. „połączeń mocnych”). Należy również zaznaczyć, że cewkę taką można (w pewnym zakresie) dostrajać poprzez zmianę odległości pomiędzy jej krótkimi, maksymalnie jednocentymetrowymi, wyprowadzeniami – czyli np. poprzez „wklęsłowanie” do środka (wyprowadzenia upodobnią się nieco do litery „X”), co delikatnie zwiększa indukcyjność lub „rozbeczułkowywanie” na zewnątrz (wyprowadzenia upodabniają się trochę do litery „O”), aby delikatnie zmniejszyć indukcyjność. Może to być pomocne w sytuacji, w której generator wielkiej częstotliwości nie będzie chciał zainicjować swoich oscylacji na 27 MHz (lub w ich pobliżu). W moim przypadku prawidłowa indukcyjność występowała przy dokładnie prostym, naturalnym, normalnym i niezmienianym położeniu/odstępie wyprowadzeń, co świadczy o tym, że cewka (L1) ma (raczej) optymalne parametry zwojowe/wymiarowe. O tym, że cewka jest już naprawdę blisko rezonansu można się również przekonać przykładając palec lub kawałek metalu (np. suwmiarkę) do samego uzwojenia, bo powinno to uruchomić oscylacje. Kto nie chce się aż tak katować, zawsze może w miejsce kondensatora rezonansowego 27 pF wstawić trymer np. 40 pF (lub dowolny podobny, np. 30 pF) i ustawić sobie właściwą częstotliwość ręcznie (powinniśmy jednak najlepiej używać śrubokręcika ceramicznego lub plastikowego, bo metalowy trochę utrudnia tenże zabieg).

Przy napięciu zasilającym wynoszącym 12 V układ przez bardzo krótki moment (= dosłownie przez ułamek sekundy) pobiera około ćwierć ampera, a przy napięciu nieco podwyższonym (np. do 13 ... 14 woltów) nawet do jednej trzeciej ampera lub nieznacznie powyżej. Układ pracuje impulsowo na zasadzie sekunda pracy, cztery sekundy przerwy, znów sekunda pracy, cztery sekundy przerwy i tak dalej, co oznacza, że rzeczywisty pobór energii następuje jedynie przez 12 sekund w ciągu minuty, czyli bilansowo spada do np. 20 ... 30 mA. Umożliwia to osiągnięcie bardzo długiego czasu pracy z akumulatora czy baterii, o ile jest to chemiczne źródło zasilania o dużej odporności na tzw. chwilowe drenowanie. Osiem tzw. „małych paluszków” AAA (w moim przypadku tanich, ale bardzo dobrych alkalicznych z serii „Kodak Xtralife”, zakupionych w „Pepco”) nie będzie tu koniecznie najlepszym wyborem, o ile radiopowiadamiacz będzie używany kilkukrotnie w ciągu doby.




Na początku użyłem takich właśnie AAA i po prawie pięćdziesięciu niemalże czterominutowych automatycznych sesjach nadawania (z małym czasem odstępu, na skutek czego ogniwa nie mogły sobie przyzwoicie „odsapnąć”) ich napięcie spadło z początkowych/nowych 12.8 V do 11.6 V, co skróciło miejski zasięg maksymalny (z odbiornikiem zaopatrzonym w dość nędzną antenkę) ze 120 do około 80 metrów, a i diodka LED zaczęła lekko przygasać w takt nadawania impulsów. Sugeruję zatem sięgnąć przynajmniej po dobre markowe ogniwa alkaliczne AA (czyli normalne alkaliczne „duże paluszki” R6), które można znacznie bardziej drenować (= mają ponad dwukrotnie większą pojemność niż ogniwa AAA) lub nawet posłużyć się znacznie droższymi i wielokrotnie pojemniejszymi alkalicznymi bateriami R14 czy R20, które nawet przy intensywniejszej eksploatacji jako radioprzywoływacz, np. przy łóżku osoby obłożnie chorej itp., powinny wystarczyć na pół roku lub nawet gruuubo ponad rok użytkowania. Baterie alkaliczne można również regenerować/reaktywować elektrochemicznie (np. pakiet swoich osłabionych i spiętych szeregowo ośmiu kodakowskich AAA podłączyłem na godzinę pod, mój również samorobny, zasilacz stałoprądowy 18 V 50 mA, a po około 12 godzinach przerwy jeszcze raz na około 20 ... 30 minut do tego samego zasilacza stałoprądowego, aby uzyskać ponownie niemal pełną pojemność fabryczną; taką procedurę przywracania pojemności można z powodzeniem powtarzać od 3 do 5 razy –  oczywiście zawsze z rozsądkiem i pełną kontrolą napięcia, natężenia, czasu „ładowania” i temperatury regenerowanych ogniw, czyli z zachowaniem podstawowych środków ostrożności, bo nieumiejętne „ładowanie” baterii alkalicznych w ekstremalnym przypadku może się zakończyć ich rozerwaniem/pęknięciem, rozlaniem się żrącej zasadowej zawartości czy nawet lokalnym mikrowybuchem o głośności niezłego kapiszona; proszę pamiętać, że lekko rozładowane baterie alkaliczne zawsze łatwiej zregenerować niż te głębiej wyczerpane). Najbardziej ekonomicznym sposobem zasilania będzie jednakże oczywiście użycie zasilacza sieciowego, akumulatorków niklowo-kadmowych (ze swej natury fizycznej realnie mrozoodpornych) lub (bardziej ciepłolubnych) niklowo-metalowo-wodorkowych, oznaczanych skrótowo jako NiCd wzgl. NiMH, klasycznego akumulatora samochodowego czy, do użytku w pomieszczeiach zamieszkałych przez ludzi, hermetycznego żelowego o pojemności nie mniejszej niż 7 Ah lub współcześniejszych nowoczesnych ogniw litowo-jonowych (Li-Ion), litowo-polimerowych (Li-Po) czy najbardziej zaawansowanych technologicznie i najbardziej wydajnych litowo-żelazowo-fosforanowych (Li-FePO4) z odpowiednimi układami ładowania/rozładowania balansowanego (= balanserami).

Układ wyposażono w podstawowy człon dopasowania impedancyjnego do anteny w postaci trymera 40 pF. Należy go ustawić w takiej pozycji, w której sygnał antenowy będzie najsilniejszy, co można sprawdzić prostą sondą wielkiej częstotliwości, miernikiem natężenia pola, zwykłą żaróweczką rowerową, a nawet metodą prób i błędów zmierzających do uzyskania jak najlepszego zasięgu. Kto nie posiada takiego trymerka, zawsze może zainstalować kondensator stały o pojemności około 33 pF, który powinien zapewnić niezłe dopasowanie dla anteny w postaci odcinka przewodu o długości 50 ... 110 cm (niniejszą długość również można dobrać doświadczalnie – najlepiej na zasadzie podwijania końcówki, aby nie trzeba było ciąć/masakrować tegoż kabelka). Osoby bardziej zaawansowane radiotechnicznie mogą spróbować włączyć przed gniazdem antenowym indukcyjność szeregową (najlepiej na pręciku ferrytowym) o wartości kilku mikrohenrów, np. 2.2 µH (należy dobrać tak, aby uzyskać jak najsilniejszy sygnał). Nadajniczek nie posiada typowego pełnego filtra wyjściowego (tzw. filtra „pi”) i osobiście nie zalecam sięgania po takie rozwiązanie z uwagi na fakt, że utracilibyśmy możliwość korzystania z wyższej harmonicznej w radiofonicznym paśmie UKF (CCIR). Krótkofalowcy, którzy zapragną przerobić niniejsze ustrojstwo na radiobojkę do łowów na lisa w paśmie 10 metrów, powinni zmienić kwarc, wstawiając np. rezonator 28 MHz i (w razie potrzeby) proporcjonalnie nieznacznie zmniejszając wartość kondensatora rezonansowego np. z 27 pF do około 26 pF (wartość dla indukcyjności 1.2 µH).


Uwagi końcowe:

1. Zadbaj o źródło zasilania. Wyższe napięcie (np. 13 lub 14, a nawet 15 woltów zamiast znamionowych 12 to zawsze wyraźnie większy zasięg). Na mosfecie będzie typowy „krzemowy” spadek napięcia dochodzący do 0.7 V (czyli do kolektora tranzystora  nadawczego dociera np. 11.3 V zamiast znamionowych 12 V).

2. Trymerki zawsze zalecane (= ułatwiają życie, uruchomienie, przestrojenie, poprawienie). Szczególnie warto rozważyć dokooptowanie trymerka w miejsce kondensatora rezonansowego (tzn. tego, który równolegle łączy się z cewką L1). Nie muszą to być koniecznie trymerki takiego typu, jakiego ja użyłem („Philips” 4 ... 40 pF), bo zwykłe współczesne tanie (zazwyczaj azjatyckie) „miniaturowce” także będą wystarczająco dobre.

3. Tranzystory komplementarne, tworzące „migacz”, oznaczyłem sobie kolorami (użyłem babskiego lakieru do pazurów/szponów), aby przy montowaniu łatwiej odróżnić PNP od NPN.

4. Wyjście antenowe zrobiłem na jednozłotowym gnieździe telewizyjnym oraz dwuzłotowej wtyczce antenowej (również telewizyjnej). To niedrogie rozwiązanie, ale jeśli będzie bardzo często rozłączane i ponownie podłączane, to będzie trzeba okresowo sprawdzać stan przylegania na styku metal-metal i w razie potrzeby doginać powierzchnie kontaktowe np. niewielkimi szczypczykami.

5. Całość umieściłem w metalowej puszeczce. Masę (generalną, czyli tę równoznaczną z ujemnym biegunem zasilania) podłączyłem do tejże obudowy (i tym samym także do zacisku masowego/ekranowego/oplotowego  telewizyjnego gniazda antenowego). Taka puszeczka to dobre ekranowanie układu, zawsze korzystne w przypadku górnego krańca fal krótkich, a także nie najgorsze zabezpieczenie przed ... poważniejszym pożarem (czyli w przypadku jakiegoś zwarcia). Jeżeli zastosujesz obudowę z drewna czy tworzywa sztucznego (wzgl. nie zastosujesz żadnej obudowy), to pamiętaj o dodaniu nieco ponad półamperowego (wzgl. amperowego) bezpiecznika topikowego.







6. Dostrojenie cewki L1 jest także możliwe na zasadzie przesuwania pręcika ferrytowego lub lekkiego rozciągania lub ścieśniania zwojów. Należy więc rozważyć, czy na pewno chcemy od razu zalewać uzwojenie żywicą czy może warto jeszcze trochę poczekać, wzgl. zastosować odpowiedni łatwo przesuwalny karkas (np. papierowy).
               
7. Osoby, które będą miały problem ze zdobyciem pręcika ferrytowego, mogą także spróbować go pozyskać z okolic magnetronu typowej (starej) kuchenki mikrofalowej (są tam dwa takie o współczynniku przenikalności magnetycznej „mi” np. w okolicach 13, co będzie się wiązało z ponownym przeliczeniem wymaganej ilości zwojów, ale metalową puszeczkę magnetronu sugeruję rozmontowywać w dobrych rękawicach, żeby się sakrucko blachą nie pochlastać), sięgnąć po dość łatwo dostępne rdzenie pierścieniowe/toroidalne firmy „Amidon” (np. popularny tani i względnie łatwo dostępny czerwony T37-2 o liczbie AL równej 4, na którym należy nawinąć 16 zwojów, aby uzyskać indukcyjność jednego mikrohenra lub 17 zwojów dla wartości 1.2 µH). Można także, tak jak nasi ojcowie czy (pra)dziadkowie, nawinąć zwykłą cewkę powietrzną (grubszym drutem, na większej średnicy i z dobrą stabilnością mechaniczną, czyli np. na plastikowej rureczce w roli karkasu) czy sięgnąć po znacznie lepsze do tych zastosowań dawne dostrajane „rdzeniuszkiem-pokręcuszkiem” PRL-owskie (czy kompatybilne zagraniczne) cewki serii 7x7, np. specjalnie dedykowane dla górnego wycinka fal krótkich modele 510, 516 czy 517, ale także i te „zwyklejsze”, czyli 204, 217, 220, 232, 233, 427 itp. lub też jeszcze znakomitsze (bo jeszcze bardziej wysokodobrociowe) cewki polferowskie serii 12x12 czy 12x28 (oczywiście odpowiednio wybrane/dobrane/przezwojone) względnie te ultymatywnie niedoścignione dobrociowo korpusy z zabytkowych odbiorników telewizji czarno-białej „Libra” (czy diorowskich odbiorników z końca ery lampowej, np. z „Kankana” czy ówczesnej ultraluksusowej radioli „Concertino”). Osoby zdecydowanie nienawidzące nawijania indukcyjności zawsze mogą spróbować sięgnąć po gotowy fabryczny kupny dławik osiowy o wartości 1 µH, oznaczony np. paskowym kodem barwnym w układzie brązowy – czarny – złoty –  plus ewentualnie jeszcze jeden pasek oznaczający  tolerancję, wraz z kondensatorem rezonansowym 33 pF, wzgl. 30 pF, ale należy przy tym zwrócić uwagę, by był to dławik przynajmniej półwatowy (lub jeszcze mocniejszy watowo), bo tylko taki solidniejszy ma szanse mieć wystarczająco wysoką dobroć, która umożliwi poprawną stabilną/przewidywalną pracę oscylatora wielkiej częstotliwości (27 MHz).

8. Kondensator 10 nF dajemy bliżej cewki (lub kondensatora rezonansowego), a kondensator 100 nF bliżej zacisku zasilania (plusowego). Powinny to być najlepiej kondensatory z dielektrykami „plastikowymi” (np. MKSE, MKP itp.) na napięcie przynajmmiej 50 V (czyli mówiąc inaczej nie ceramiczne).

9. Osobom początkującym (i nie tylko im) sugeruję sięgnięcie po kwarc 27 MHz (zamiast 27.145 MHz), bo będzie można testować/wykorzystywać układ zarówno na odbiorniku/radiotelefonie CB (= kanał 4), jak i dowolnym współczesnym radioodbiorniku UKF z zakresem CCIR (odbiór nośnej/plumkań także na częstotliwości 108 MHz). Dla kwarcu 27 MHz powinniśmy zastosować indukcyjność 1 µH wraz z kondensatorem rezonansowym 33 pF.

10. Odsyłam do paczuszki z materiałami dodatkowymi puszkowiec-paka-Tsl.rar (hasło do wypaku to słowo Tesla), w której znajdziesz noty aplikacyjne, darmowe programy kalkulacyjne, katalogi cewek, poradniki, wzory, publikacje powiązane tematycznie itd. itp. Polecam szczególnie opracowania Colina Mitchella (z Australii) czy Pana Zdzisława Gałązki – chyba taty?/dziadka? Ani Gałązki, kumpeli Kasi Kaszty zresztą (Jej tato to Zdzisław Kaszta, znany radiokonstruktor-krotkofalowiec SP6HUK), które chodziły ze mną do tego samego liceum w Dzierżoniowie; słynnego „gałązkowego Zaporożca” z anteną „przytylnoszybową” od znakomitego i przedstawionego w „Młodym Techniku” stabilnego bezkwarcowego radioalarmu na 27.12 MHz widziałem niegdyś na własne oczy zaparkowanego pod ówczesnym ZDZ-tem, czyli obecnym „Centrum Seniora”).


Niniejszy radiopowiadamiacz jest bardzo wdzięcznym i szeroko skalowalnym obiektem radości, a nawet pożyteczności, bo można wykorzystywać go jako przywoływacz, radioalarm/autoalarm/system ochrony obiektu, generator sygnałowy/marker dla pasma CB (oraz UKF CCIR) lub po prostu najzwyklejszą zabawkę. Stanowi on wspaniałe połączenie teorii z praktyką, a wszystko to w oparciu o proste i łatwo dostępne elementy i podstawowe prawidła radiotechniki, elektroniki, fizyki, materiałoznawstwa itd. itp.


Życzę udanych eksperymentów, dalekich zasięgów, dobrej zabawy i pożytecznego użytkowania.




Marcin Perliński (SP6MAJ), Dzierżoniów 2020




Niniejszy artykuł jako plik PDF: https://yadi.sk/i/3QG8obcYwaAv2w

niedziela, 10 maja 2020

Tak nasi (pra)dziadkowie skuteczność uziemienia czy piorunochronu sprawdzali

Oto obrazek mówiący więcej niż 1000 słów:

link alternatywny z możliwością
pobrania/znacznego powiększenia

W razie potrzeby odwrotnie wetknąć wtyczkę do gniazda sieciowego. Im normalniej i jaśniej zaświeci, tym lepsze uziemienie/piorunochron. A jeśli świeci wyraźnie ciemniej w stosunku do tego, co normalnie robi na 240V, to tym gorzej i do odgramiania/radiowania niezdatnie.


Uwaga na wysokie napięcie. Możliwość NATYCHMIASTOWEJ UTRATY ŻYCIA lub zabicia kogoś innego, o ile ten ktoś inny, np. dziecko/piesek/kotek, pręta wbitego w ziemię dotknie. Kable porządne izolowane! Wtyczka porządna! JEŚLI NIE MUSISZ/NIE UMIESZ, TO PO PROSTU NIE RÓB!!! Poproś znajomego elektryka/zakład energetyczny o pomoc (mają specjalistyczne przyrządy do takich pomiarów).

UMIESZCZAM TUTU BARDZIEJ JAKO CIEKAWOSTKĘ HISTORYCZNO-EDUKACYJNĄ POPRAWIAJĄCĄ ZROZUMIENIE PRAWIDEŁ FIZYKI, WSZECHŚWIATA CZY OGÓLNIE POJMOWANEJ ELEKTRYCZNOŚCI NIŻ INSTRUKCJĘ!!!

źródło: Everybody's Radio Manual – How to Build and Repair Radio Receivers
(Grosset & Dunlap, New York 1943), str. 76

ekstrakcja/oczyszczenie: Marcin Perliński (2020)


(Marcin Perliński)

sobota, 25 kwietnia 2020

Test polaryzacji prądu (stałego) – chemicznie/elektrolitycznie, czyli bez woltomierza

Test polaryzacji to stwierdzenie, na którym kablu mamy plus, a na którym minus. Chodzi więc tylko i wyłącznie o prąd stały. Ze względów bezpieczeństwa powinno się testować jedynie napięcia uznawane za względnie bezpieczne, tzn. do 24 woltów (i zwłaszcza w przypadku pierwszej metody uważać na wodór, który w większych ilościach oraz oczywiście w połączeniu z powietrzem może nieźle pierdyknąć).

Metody pierwsza i trzecia są całkowicie januszowo-domowe (z całym należnym szacunkiem dla wszystkich Januszy tego świata). Metoda druga (z bibułką) jest natomiast najelegantsza i "praktycznie najtrwalsza", bo odpowiednio przygotowaną bibułkę po wysuszeniu można przechowywać całymi latami, ale wymaga toto dodania do wodnego roztworu soli jeszcze kilku kropelek fenoloftaleiny.

Jeden obrazek powie Ci więcej niż 1000 słów, więc wklejam i zachęcam do przetestowania lub choćby zapamiętania sobie w mózgownicy, że w posolonej wodzie bombelkuje minus, a na kartoflu zielonkawo zabarwia się plus.


(Marcin Perliński)

niedziela, 5 kwietnia 2020

BK1068 – kolejne starcie, czyli "Fellowes", czyli radyjko UKF, bardaszkowe (by Marcin Perliński)


Moich potyczek z układem scalonym BK1068 ciąg dalszy (= część druga). 

 zapasowy mirror z możliwością pobrania

A zrobiłem se radyjko do kibelka (wzgl. łazienki) – maksymalnie uproszczone, bo wystarczą tylko dwa przyciski. Jeden usypia do pomijalnie nieistotnych 150 mikroamperów (= 0.15 mA) oraz budzi, a drugi stroi w górę, aby po dojściu do końca skali spaść na jej początek i ponownie zacząć szukać w górę. Odbiorniczek po wybudzeniu „przypomina” sobie, gdzie był ostatnio i bardzo precyzyjnie dostraja się do tej częstotliwości (co może potrwać nawet kilka sekund). Dwie alkaliczne baterie R14 wystarczą na przynajmniej 100 godzin głośnego grania (a kto słucha cichuteńko nocą przy łóżku, to bez problemu czas ten podwoi lub nawet potroi). Można również wpierniczyć dwie alkaliczne R20 i będzie wtedy minimum 200 godzin (a do ponad 600 godzin w przyłóżkowej nocnej cichości).


BK1068 już opisywałem przy okazji wrzucenia poprzedniego filmiku (= szukaj frazą „pierwsze starcie”), więc wypada omówić jedynie wzmacniacz audio (MC34119). To fajny groszowy scalak używany niegdyś (w swojej zminiaturyzowanej wersji SMD) także w najprostszych „niesrajfoniastych” telefonach komórkowych. Działa od 2 woltów, przy 3 woltach (i z głośnikiem ośmioomowym) powinien generować do około 100 mW, a przy 12 woltach zasilania i głośniku 64-omowym produkuje prawie pół wata mocy audio. Taki układ dla uzyskania imponującej „ryczącej” głośności wymaga jednak raczej lepszego dedykowanego specjalizowanego głośniczka o wysokim ciśnieniu akustycznym. Kiedyś takie głośniki były powszechne – produkowali i montowali je ludzie radzieccy w radioodbiornikach tranzystorowych oraz telewizyjnych, a także Japończycy w kablowych telefonach głośnomówiących, osekretarkowanych mikrokasetką i z końcówką audio na tranzystorach (takich od „Panasonica”, serie K czy KX cośtam...). Obecnie takie głośniczki wciepuje się czasami nadal do niektórych telefonów komórkowych oraz bezprzewodowych głośników „chodzących po BT” (szanowne gimby dobrze „znajo, wiedzo i cenio”). W praktyce wygląda to tak, że jeśli mamy położone obok siebie dwa elektrycznie identyczne głośniki, np. ośmioomowe półwatowe, to ten specjalistyczny zagra przynajmniej dwukrotnie głośniej. Można jednak kompensować kaszaniastość głośnika poprzez umieszczenie go w odpowiednim pudle rezonansowym lub/oraz poprzez solidne przykręcenie go do obudowy (na miękkiej podkładce lub też i bez niej). Można także poprawiać brzmienie przez obkładanie tyłu głośnika watą, filcem itp. Ja zdecydowałem się na najprostszą metodę, czyli użycie pudła rezonansowego i umieszczenie weń głośnika na odpowiednio dobranej wysokości. Efekt jest znośny mimo faktu, że użyłem głośnika typowego dla telewizorów czy monitorów, a więc tych najgorszych z punktu widzenia domowego majsterkowicza, bo prostokątnych, które są nawet znakomite brzmieniowo, o ile przyłożymy do nich powyżej pół wata mocy i umieścimy je w specjalnie wyprofilowanej obudowie telewizora czy monitora.

Układ audio ma wbudowaną funkcję stand-by (nóżka numer jeden), taką samą funkcję posiada także BK1068, więc wystarczy prosty progowy przełącznik jednotranzystorowy, aby scalak SMD pięknie wybudzał głośnikowca z jego energooszczędnego letargu oraz kładł go ponownie spać, kiedy sam udaje się na spoczynek. Znany niemiecki radiowariat-konstruktor Burkhard Kainka (radzę poszukać sobie Internetem jego stron) obkumał takie ustrojstwo i spisuje się ono znakomicie.

Radyjko zmontowałem na „odrywce” kauflandowej karty „Payback”. Scalaka SMD polutowałem wczesnojaruzelską transormatorówką – wystarczy ostrożnie naprzemiennie poodginać nóżki (na zasadzie jedna w górę, a druga w dół itd.), a potem dolutować miedziane nielakierowane druciki „mikrowłoski”, wydłubane z kabla elektrycznego (np. takiego od pralki czy lodówki). Całość po wetknięciu drucików w dziurki przekłute przez płytkę unieruchomiłem klejem epoksydowym ze sklepu chińskiego w byłej stołówce „Diory”.

Zielona dioda LED nie służy do świecenia (choć minimalnie coś się w niej tam i żarzy), a do stabilizacji/wytworzenia napięcia odniesienia, niezbędnego do poprawnej pracy układu wybudzania/usypiania wzmacniacza głośnikowego. Przypominam o zasadach bezpieczeństwa. Alkaliczna bateria R14 ma od 6000 do 8000 mAh, alkaliczna R20 natomiast od 12 000 do nawet 18 000 mAh, więc w przypadku zwarcia może być nawet i pożar, więc lepiej zainwestować 1 zł w oprawkę (często do kupienia np. w Bricomarche) oraz dziesięciogroszowy bezpiecznik 100 mA niż sfajczyć budę za kilkaset kafli czy nawet milion złotych.

Układ radyjka można również przebudować na wyższe napięcie (np. na 4.5 wolta) i będzie wtedy grało naprawdę głośno (proszę jedynie pamiętać, że BK1068 nie toleruje napięć wyższych niż 3.6V, więc trzeba mu to ograniczyć odpowiednio dobranym na bazie prawa Ohma rezystorem lub dwiema szeregowo spiętymi diodami krzemowymi, najlepiej prostowniczymi serii 1N4001 do 1N4007). Aha, wartość rezystora 100 kilo (oraz bezpiecznika) najprawdopodobniej trzeba będzie nieco zwiększyć.


Schemat i lista elementów (dostępne także w samym filmiku):





Zachęcam do konstruktorki i życzę dobrego odbioru.

Marcin Perliński




Doprecyzowanie (09-04-2020): 

Wzmacniaczyk głośnikowy (MC34119) między nóżkami 4 oraz 5 ma rezystor, który ustala wzmocnienie. Jeśli uznasz, że radyjko gra zdecydowanie za cicho (lub za głośno/zbyt charkliwie), to zawsze możesz dokonać stosownych modyfikacji zmieniając wartość tegoż oporniczka. Pamiętaj jednak, że głośniej oznacza również większy apetyt na miliampery, co skróci czas pracy z baterii.


AKTUALIZACJA 16-04-2020:
Zwróć uwagę na charakterystyczne dla przycisków o dużym skoku zjawisko mikrostykowe. Dotyczy to w szczególnym stopniu przycisku budzącego/usypiającego. Warto więc sięgnąć po wysokojakościowy przycisk o małym skoku i małym prawdopodobieństwie wystąpienia zjawiska mikrostykowego, a jeśli to niemożliwe dokonanie niezbędnych modyfikacji w układzie (np. dokoptowany dodatkowy kondensator oraz rezystor itp.), dzięki którym obsługa odbiornika stanie się pewna, przewidywalna, stabilna, komfortowa oraz precyzyjna (= odbiornik przy każdym wybudzeniu będzie DOKŁADNIE i niemalże NATYCHMIAST powracał do ostatnio słuchanej stacji).


AKTUALIZACJA 27-05-2020:
Hahahaha, wszystkie poprzednie moje komentarze/aktualizacje można (przynajmniej w pewnej ich części) o kant zadu rozbić, bo od kilku dni radyjko zaczęło działać perfekcyjnie, bo baterie podają już nie 3.14V, a np. 2.85-2.9V i wybudzanie nie szwankuje, nic tam nie mikrostykuje. Czyli wystarczy niewielki opornik lub nawet dioda szotka na zasilaniu, a ewentualną brakującą głośność można (nawet wielokrotnie) podbić zmianą wartości rezystora między pinami 4 i 5 scalaka wzmacniacza głośnikowego. Alternatywnie można poprawić wszystko bez obniżania napięcia zasilającego dając pierścienie lub koraliki ferrytowe na kablu plusowym, głośnikowym i odklawiszowym budzącym. 

poniedziałek, 9 marca 2020

BK1068 – pierwsze starcie, czyli sprawdzenie czipa szybko na pająka

  wersja alternatywna z możliwością pobrania

BK1068 to taniutki (około 3.50 PLN) dziesięcionóżkowy scalaczek SMD, umożliwiający szybkie i nadzwyczaj proste wykonanie monofonicznego odbiornika radiowego UKF (CCIR lub OIRT, radyjko nie jest klasyczną superheterodyną, bo to już cyfrowe DSP) słuchawkowego lub głośnikowego (grającego „samo z siebie” głośniczkiem bardzo cichuteńko, tzn. przypoduszkowo, lub, po dodaniu dodatkowego wzmacniacza, super głośno, czysto i wyraźnie – nawet słabsze szumiące stacje odbiera krystalicznie, o ile dobrze „obkumamy” układ, a zwłaszcza antenę), bateryjnego lub sieciowego. Radyjko to potrafi działać całkowicie bez cewek (choć dodanie dedykowanej indukcyjności może wybitnie poprawić czułość i jakość odbioru; można także dodać kwarc 32 768 Hz, poprawiający szybkość oraz rozdzielczość strojenia). Strojenie klawiszami w górę, w dół oraz reset. Regulacja głośności klawiszami plus/minus. Przewidziano także energooszczędny kilkumikroamperowy tryb „stand by” (na dodatkowym klawiszu). W najprostszym wykonaniu (takim jak w moim „pająku”) jest przewidziany tylko klawisz ON/OFF (= stand by) oraz strojenie w górę (po dojściu do końca skali CCIR i tak „samo wraca” na początek i tak w kółko), a głośność jest od razu maksymalna. Działa toto spokojnie już od dwóch woltów zasilania (zalecane 3V, ale nie wolno przekraczać 3.6V), współpracuje z głośnikami/słuchawkami o różnej oporności (należy jedynie dobrać odpowiedni „elektrolit” przedgłośnikowy). Wersja słuchawkowa może wymagać dopierdyknięcia koralików ferrytowych, wzgl. dodatkowych indukcyjności zmieniających kabel od słuchawek w antenę. Komu potrzebny zakres OIRT (np. niektóre regiony Rosji i Japonia), to piątą nogę czipa daje do plusa zamiast do masy.

Na filmiku widzimy mojego „pająka”. SMD polutowane trochę po jubilersku zwykłą transformatorówką (UWAGA!!! NIE RÓB TEGO TAK W DOMU!!! LUTOWNICA ZWYKŁA KOLBKOWA Z GROTEM STOŻKOWYM MA BYĆ DO TEGO!!!). Zasilanie ze słabawych/rozładowanych częściowo małych paluszków AAA (2.8V), głośniczek ośmioomowy miniaturowy, antenka 20 cm kabelka. Układ został zmontowany na próbę, zajęło mi to około 2 godzin pracy (wczoraj listonosz wrzucił do skrzynki i od razu chciałem sprawdzić, czy „skośne oczy” nie wysłały mi jakiejś malowanki). Oczywiście w „fachowym” wykonaniu taki „pająk” jest NIEDOPUSZCZALNY – bo kabliska za długie, pełno sprzężeń, niepotrzebnych zakłóceń, a i o uszkodzenie czy zwarcie łatwo.

Jeśli jesteś zainteresowany czymś takim, to pokop w Internecie szukając takich rzeczy jak „BK1068 datasheet pdf”, „BK1068 Amateur” (= właśnie z tego schematu korzystałem*) czy „BK1068 Radiomuseum”.

* ja mam oryginalnego czipa (SMD z 10 nogami), a większość niemieckich opisów bazuje na module THT  ośmionóżkowym, ułatwiającym lutowanie (sprzedawanym w Niemczech za 10 EUR + wysyłka); moduł to po prostu czip SMD, posadowiony na maleńkiej płyteczce ze sprytnie pospinanymi nogami – tak, aby było 8 łatwych do lutowania wyprowadzeń, a nie 10 nóżek,  plus kondziorek 100 nano odsprzęgający na zasilaniu od razu dodany

Oto tabela konwersji:

MODUŁ ==> CZIP

1 ==> 7, 5
2 ==> 6
3 ==> 8
4 ==> 9
5 ==> 10
6 ==> 4
7 ==> 2
8 ==> 3, 1



schemat (bazujący na module, NIE NA CZIPIE!!!):



http://www.elektronik-labor.de/HF/UKWamateur.html
(zapasowy mirror tutu)




(Marcin Perliński)