Proponuję sobie wykonać i wykorzystywać jako awaryjne źródło oświetlenia na wypadek wojny czy katastrofy. Dobre, bo nie musimy wywalać czy utylizować starych „padniętych” baterii, ponieważ przetworniczka startuje już od 1 wolta, przy czym dioda LED raz "rozbujana" (= doprowadzona do zaświecenia się) dalej „napierdziela” po oczach jeszcze przy napięciach baterii opadających do poziomu rzędu 0.8V. Mając takie ustrojstwo pod ręką można pomyśleć nawet o prostym chemicznym źródle zasilania, wykonanym całkowicie samodzielnie z podręcznych kuchennych czy ogrodowych komponentów/elektrolitów (cytryna, ziemniaki, jabłka, kiszone ogórki, ocet itp.).
Pod tymże adresem można się przekonać, jak układzik powyżej zaprezentowany działa w praktyce. Wielu ludzi pochopnie uważa, że dioda LED jest zamontowana odwrotnie, czyli że niby „źle”, czyli że nie zaświeci, jednak ona biedaczka o tym nie wie, bo dociera do niej napięcie przemienne (wielkiej częstotliwości), więc dioda robi to, co wszystkie diody potrafią najlepiej, czyli prostuje AC na DC jednopołówkowo — pięknie przy tym świecąc sobie ...
Koncepcja wykorzystuje obwód LC, przy czym "C" jest sprytnie '"skitrane" w fabrycznej pojemności złącz tranzystorów oraz w pojemnościach międzyzwojowych samej cewki, co stanowi wspaniały pokaz podstawowych prawideł radiotechnicznych, o których większa część szanownych chinopierdółkarzy-mikrokontrolarzy najprawdopodobniej nawet nie wie. A z wyjścia napierdziela sygnał prostokątny ...
(Marcin Perliński)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz