niedziela, 13 marca 2022

Zgubiłeś kartę Moja Biedronka? Nie ma problemu, bo sam zrobisz nową! Genarator kodu kreskowego EAN-13 pomoże!

Potrzebny Ci fizyczny papierowy lub wirtualny cyfrowy/telefonowo-ekranowy duplikat Twojej karty Moja Biedronka, bo nie masz już oryginału, bo Ci się zniszczył lub zgubił, a nie lubisz kasjerce gębą swojego numeru telefonu podawać? 

No to robimy samemu tak oto:

Dowiedz się, jaki masz numer karty MB. Może sobie to zapisałeś w dniu, w którym ją rejestrowałeś/aktywowałeś i wtedy jest najmniejszy problem. Może się jednak także zdarzyć, że numeru karty MB nie pamiętasz i wtedy trzeba będzie się automatycznie internetowo/telefonicznie dowiedzieć, jaki on jest (robimy to pod tym adresem z wykorzystaniem funkcji "Nie pamiętam numeru karty").

No to teraz wchodzimy na stronę https://barcode.tec-it.com/en/EAN13 i na podstawie numeru karty generujemy sobie kod kreskowy zgodny ze składnią/sumą kontrolną w międzynarodowym przemysłowo-handlowym standardzie EAN13:

 


Pobrany kod kreskowy można wydrukować lub nawet zrobić fotkę/screenshota. Proponuję tak sobie toto przyciąć/poskalować, aby przypominało rozmiarem/proporcjami oryginalną kartę MB lub brelok MB. Nadmieniam przy okazji, że powyższy numer karty oraz kod kreskowy to jedynie przykład nie odnoszący się do "biedronkowej" rzeczywistości (ale spełniający podstawowe wymogi składni/sumy kontrolnej EAN-13, bez których generator nie zadziała).

No i teraz wystarczy machnąć kawałkiem papieru, tekturki lub ekranem telefonu przed czytnikiem kart/breloków MB. Działa nawet w przypadku nie-smartfonów (bo ja osobiście srajfona na  przykład ciągle nie posiadam, a tylko starożytnego „ficzerfona“ pod tytułem Nokia 220).

Osoby bardziej zaawansowane mogą alternatywnie spróbować skorzystać z na przykład dodatkowego javowego/komputerowego rozwiązania offline (lub poprzez zapasowy mirror z plikiem *.jar). Rozwiązanie offline wymaga oczywiście odpowiedniego środowiska uruchomieniowego, np. JRE. Aha, gdyby programik jBarcode się buntował i po naciśnięciu klawisza OK nie chciał wygenerować kodu, to należy skasować ostatnią cyfrę i jeszcze raz nacisnąć OK ---> wtedy wszystko się uda, bo jBarcode pamięta ostatni wprowadzony numer kodowy i wygeneruje go poprawnie (łącznie z ostatnią cyfrą, którą przed momentem skasowaliśmy).


UWAGA!!! WYGENEROWANIE KODU KRESKOWEGO I POSŁUGIWANIE SIĘ NIM UPRAWNIA CIĘ JEDYNIE DO KORZYSTANIA Z AKTUALNYCH ZNIŻEK I PROMOCJI, ALE MOŻE WYKLUCZYĆ CIĘ Z UDZIAŁU W KONKURSACH ORGANIZOWANYCH PRZEZ BIEDRONKĘ, BO NIE WIADOMO, CZY NA PODSTAWIE KODU KRESKOWEGO CZY NAWET NUMERU TWOJEJ KARTY MOJA BIEDRONKA BĘDZIESZ MÓGŁ FAKTYCZNIE ODEBRAĆ WYGRANĄ NAGRODĘ. WARTO WIĘC ROZWAŻYĆ UNIEWAŻNIENIE STAREJ KARTY MB I WYROBIENIE NOWEJ POPRZEZ KONTAKT Z INFOLINIĄ (TEL. 22 205 3 400).

 

Życzę zatem miłego generowania!

(Marcin Perliński)



wtorek, 22 lutego 2022

Kartoteka z Windowsa 3.11 — nostalgicznie i wspomnieniowo, a nawet nadal używalnie

O tym małym wdzięcznym programiku można sobie poczytać np. na angielskiej lub niemieckiej Wikipedii

Po raz pierwszy program zadebiutował w Windowsie 1.0 (z bardzo ładnym zresztą kolorowym interfejsem, z którego w późniejszych wersjach zrezygnowano). Było toto na przykład składnikiem systemu operacyjnego Windows 3.11, ale Kartotekę dołączano między innymi także do płyt instalacyjnych Windowsa 98 SE oraz Windowsa ME (w tym pierwszym przypadku z bardzo kłopotliwym "ręcznym" wydobyciem pliku cardfile.exe z archiwów CAB poprzez wbudowane w "dziewięćdziesiątkę ósemkę" narzędzie pomocnicze sfc.exe, wywoływane z menu "Uruchom" poprzez ręczne wklepanie frazy sfc.exe oraz potwierdzenie "enterem"). 

Nie brakuje także licznych miejsc w sieci, skąd można Kartotekę pobrać, aby wrócić do wspomnień i być może nawet z niej nadal korzystać. Współcześni programiści zadbali również o możliwość wygodnego importu starych baz danych w formacie CRD, a nawet stworzyli działające konsolowo narzędzia/skrypty do "zasysania" naszych dawnych kartotek oraz kolejne forki/przeglądarki działające nawet na najnowszych 64-bitowych systemach operacyjnych (przed próbą importu proszę jednakże bezwzględnie wykonywać kopie zapasowe, aby nie stracić naszych dawnych oryginalnych danych). 

Kartoteka ma ograniczone możliwości magazynowania rekordów: maksymalnie do 1260 kart, do 39 znaków w każdym indeksie (= górny pasek identyfikacyjny każdej z kart) oraz do 40 znaków w każdej z dostępnych 11 linii tworzących tzw. body karty, co przekłada się na 440 znaków w body każdej karty. Maksymalny rozmiar pliku CRD nie może przekroczyć 64 kB, co oznacza, że Kartoteka nadaje się idealnie do tworzenia baz teleadresowych o pojemności setek kart, wzgl. innych podobnych i niezbyt obszernych zastosowań (baza uczniów, ocen, katalog kolekcjonera, spis książek, płyt itd. itp.). Program wyposażono w możliwość osadzania grafik oraz funkcję wybierania numeru telefonu, o ile komputer był wyposażony w modem i mieliśmy na łbie headset, wobec czego znalazł niegdyś nawet zastosowanie w licznych call centrach, głównie w USA).

Kartotekę można uruchamiać na systemach Windows w wersjach 3.11, 95, 98, XP oraz Vista. Czy uda się to odpalić na nowszych typu Windows 7, 8, 10 czy 11, to nie wiem, bo nie mam jak sprawdzić, gdyż od roku 2006 na moich komputerach nie stosuję systemów Microsoftu, jednakże przypuszczam, że mogą być z tym problemy (zwłaszcza w wydaniach 64-bitowych). Osobiście kartotekę uruchamiam w (spolszczonym) Puppy Linuksie Precise 5.6.1 poprzez Wine 1.4, przy czym sugeruję, aby programik odpalać raczej z poziomu menadżera Winefile (w konsoli wpisujemy słowo winefile):

 

dodatkowy mirror z możliwością znacznego powiększenia

  

Uruchomiona kartoteka z przykładową mini-bazą naszych 16 województw wygląda tak:


dodatkowy mirror z możliwością znacznego powiększenia

 

A spis treści anglojęzycznej pomocy tak:


dodatkowy mirror z możliwością znacznego powiększenia

 

Obsługa programu jest dość intuicyjna i powinna objaśnić się sama po krótkim "pobawieniu się", np. w oparciu o stworzony przeze mnie do celów demonstracyjnych przykładowy plik WOJEW.CRD, dołączony do dostępnej poniżej paczuszki ZIP:

paczuszka ZIP

Powyższe archiwum zawiera przykładową kartotekę, przykładowy wydruk bazy danych w postaci pliku PDF (poprawiłem trochę marginesy poprzez opcje układu strony dostępne z poziomu menu Plik programu Kartoteka) oraz oczywiście pliki wykonywalne w wersji polskiej, angielskiej i niemieckiej.


Życzę wszystkim miłego wspominania i użytkowana!


(Marcin Perliński)

 



 

 

 

 

 

 


środa, 9 lutego 2022

Aleksandra Puszkina wiersz "Зимний вечер" — tego na pamięć uczyła się jeszcze moja Mama

Tego oto czegoś na pamięć uczyła się jeszcze w liceum moja Mama, Elżbieta Perlińska (wtedy jeszcze jako Elżbieta Nicoś), a było to w okolicach połowy lat sześćdziesiątych XX wieku (w II LO w Dzierżoniowie u prof. Marii Hołowińskiej).

 

Зимний вечер

автор: Александр Сергеевич Пушкин (1799—1837)



Буря мглою небо кроет,
Вихри снежные крутя;
То, как зверь, она завоет,
То заплачет, как дитя,
То по кровле обветшалой
Вдруг соломой зашумит,
То, как путник запоздалый,
К нам в окошко застучит.

Наша ветхая лачужка
И печальна и темна.
Что же ты, моя старушка,
Приумолкла у окна?
Или бури завываньем
Ты, мой друг, утомлена,
Или дремлешь под жужжаньем
Своего веретена?

Выпьем, добрая подружка
Бедной юности моей,
Выпьем с горя; где же кружка?
Сердцу будет веселей.
Спой мне песню, как синица
Тихо за морем жила;
Спой мне песню, как девица
За водой поутру шла.

Буря мглою небо кроет,
Вихри снежные крутя;
То, как зверь, она завоет,
То заплачет, как дитя.
Выпьем, добрая подружка
Бедной юности моей,
Выпьем с горя; где же кружка?
Сердцу будет веселей.



(1825)


 

 alternatywny mirror z możliwością pobrania pliku "widełowego"

 

Powyższość deklamuje Igor Władimirowicz Kwasza (И́горь Влади́мирович Кваша́)

znany radziecki/rosyjski aktor teatralny i filmowy oraz reżyser (1933—2012).


A tutu jeszcze tekścior w "pedeefku" oraz jako źródłowe ODT.


Życzę wszystkim miłego wspominania.

(Marcin Perliński)

poniedziałek, 31 stycznia 2022

Nyską na Saharę, skan z "Ekspresu Reporterów" 10/1979

Organizował toto uniwer w Gdańsku (studenci ostatniego roku ekonomiki produkcji; towarzyszył im dziennikarz, który to dokładnie, wręcz "aż do bólu", opisał – nawet się trochę dziwię, że im to cenzura tak lekko przepuściła).

Wakacje 1978 lub 1979 (to by trzeba dokładnie ustalić, bo z tekstu akurat jednoznacznie nie wynika). Normalny świat, normalne auto i normalni ludzie. Pojazd użyczony przez fabrykę: nowiutki, seryjny, pachnący i niemodyfikowany pod kątem ekspedycji (producent dorzucił jedynie całe mnóstwo części zamiennych – z zapasową skrzynią biegów włącznie, jednak te dodatki na szczęście okazały się właściwie niepotrzebne). Nyska bardzo dała radę. Dotarli do najgorętszego punktu Sahary. I wrócili do Polski. Bez klimy. Szacun.

 

plik tutu:

https://yadi.sk/i/jp3amSh_3NFfWY

Życzę miłej lektury!

Marcin Perliński

czwartek, 21 października 2021

Czujnik metanu/gazu ziemnego/propanu prosto i całkowicie bez mikrokontrolera

 
bezpośredni link do "jutuba"

 


 
 
 

Mamy w domu taką bardzo pilną potrzebę dodania zabezpieczeń w okolicach gazówki w kuchni, a moduł „andrutinowy” zawierający na maleńkiej płyteczce czujnik katalityczny MQ-4 z potencjometrem i komparatorem na LM393 i tak dostałem w prezencie od znajomka, więc se własny alarmik zrobiłem. 

Taka płyteczka „doandrutinowa” normalnie w handlu kosztuje od 10 do 15 złotych (czyli 2 do 3 razy taniej od samego czujnika MQ-4, jeśli by go ktoś chciał zakupić odrębnie i samodzielnie dodać komparator scalony czy jakiś klasyczny przerzutnik Schmitta). Czujnik ma wbudowaną grzałkę 33-omową / 750 mW (przy 5V będzie to „żarło” sto kilkadziesiąt miliamperów). Zasilacz prosty liniowy na 7812 i 7805 dorobiłem. Karmienie z gotowego fabrycznego impulsowego „wtyczkowca” od „Creative” (15.3 V / 1.6A). Odwracanie stanów logicznych na potrzeby alarmowania zrobiłem na dwóch bramkach NAND (dokładnie na 74HCT00). Spięcie "zusammen do kupy" obu wejść bramki NAND przekształca ją w bramkę NOT, czyli w inwerter. Układ sterowania/przełączania na miniaturowym bezgłośnym hermetycznym kontaktronie z cewką „pięciusetkilkunastoomową” o apetycie na poziomie 8 ... 9 mA, który wylutowałem ze starego (rok 1998) modemu na szynę ISA (podobne współczesne modele kontaktronów na tym całym naszym „Allegrze” kosztują w granicach 4 ... 5 złotych za sztukę). Syrena na buzzerku 3-24V z tonem ciągłym (buzzer oczywiście z wbudowanym fabrycznie generatorem), tranzystorze BC238 z przełącznika dmuchawy od „Poloneza” i dawnej klasycznej jednobarwnej wolno migającej diodzie LED przy nieco zwiększonym (do 14 woltów) zasilaniu jest w stanie produkować sygnał dwutonowy/modulowany o intensywności wprost nieznośnej dla uszu (= można sobie nawet chwilowo/trwale porazić słuch). Gdyby syrena nie chciała ładnie modulować dwutonowo, to na minusie zasilania (między płytką ze stabilizatorami a płytką z czujnikiem właściwym) będzie trzeba założyć jakiś dławik o indukcyjności przynajmniej 10 mikrohenrów. W moim przypadku było to konieczne (na pierścieniowym rdzeniu ferrytowym o liczbie AL = 1500 nawinąłem trzy zwoje, ale oczywiście nieco większa liczba zwojów byłaby jeszcze lepsza). Jeśli nie masz dławika o wystarczającej odporności "amperażowej", to taki słabszy "watowo" dławik możesz również zamontować na linii 12V (także między płytką ze stabilizatorami a płytką z czujnikiem właściwym).

Czujnik wymaga wstępnego wygrzania przez czas nie krótszy niż 48 godzin, choć w „internetach” powiadają, że podobno już nawet kilkanaście minut wystarczy. Należy go również chronić przed nadmiernymi pozaznamionowymi i zbyt długotrwałymi stężeniami gazów palnych i innych działających agresywnie substancji chemicznych typu silikon czy chlorowodór. Trwałość gwarantowana przez producenta to przynajmniej 10 lat. Sensorek niniejszy powinien reagować na stężenie metanu/gazu ziemnego o wartości 300 ppm w ciągu maksymalnie około minuty. Potencjometrem ustalamy próg zadziałania dla linii DO (= Digital Output). Należy to zrobić z wyczuciem, aby czujnik nie reagował nadmiernie na silnie skoncentrowaną parę wodną w powietrzu, z którą w kuchni czy łazience przecież bardzo łatwo się zetknąć (lepiej więc obniżyć próg zadziałania/czułość i nie mieć fałszywych alarmów z powodu np. wygotowującego się przez naszą gapowatość czajnika). 

Korzystałem głównie z zasobów szufladowych i wylutów czy elektrośmieci, więc koszt całego projektu w moim przypadku nie przekroczył 10 złotych (w sklepie stacjonarnym dokupiłem jedynie dwie płytki uniwersalne i migającą diodę LED). Podobna gotowa fabryczna kupna „czujka” zasilana wprost z sieci oraz w obudowie do zamontowania naściennego to koszt przynajmniej około 50 złotych (cena razem z przesyłką), jednak nie byłoby radochy z samodzielnego konstruowania, eksperymentowania, obudowywania oraz samoedukowania się. 

Zasilacz wtyczkowy i stabilizatory zamierzam wpierdzielić do wnętrza okapu kuchennego „Ciarko” (i z niego pozyskać energię), a czujka właściwa znajdzie się na ścianie obok. Mam już także przygotowaną przelotową/śródkablową oprawkę na bezpiecznik topikowy 200 ... 300 mA. 


UWAGA!!! UKŁAD NIECERTYFIKOWANY I CAŁKOWICIE HOBBYSTYCZNY!!! NIE POWINIEN BYĆ WYKORZYSTYWANY DO ZASTOSOWAŃ PROFESJONALNYCH I NEWRALGICZNYCH!!! ZASILACZ WTYCZKOWY HERMETYCZNY Z ZABEZPIECZENIAMI BEZWZGLĘDNIE KONIECZNY!!! DODANIE BEZPIECZNIKA ABSOLUTNIE NIEZBĘDNE!!! WSZYSTKO ROBISZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!!! POKAŻ TOTO ELEKTRYKOWI Z UPRAWNIENIAMI!!!

 

Kilka zdjątek:




 


  
 
 
Powyższe pięć zdjątek jako zapasowy mirror (w paczuszce *.rar)



 
 
Dla dociekliwych jeszcze coś takiego:
 
 
 
 
Oraz orientacyjna pomoc kalibracyjna dla działaczy chcących skorzystać z wyjścia analogowego:
 

 
 
A na koniec MATERIAŁ BEZWZGLĘDNIE OBOWIĄZKOWY, czyli podobny projekt z dokładnie podanymi miejscami montażu dla różnych gazów wybuchowych, wyspecyfikowaniem szybkości powstawania stężeń itd. itp. : https://disk.yandex.com/i/hj8kyJrat47U_Q
 
Gaz ziemny to metan, więc trochę lżejszy od powietrza, więc optymalną wysokością, na której powinien być zainstalowany czujnik, byłoby jakieś 30 cm od sufitu. Propan jest trochę cięższy od powietrza, więc można zainstalować kilkadziesiąt centymetrów od podłogi. Tlenek węgla ma ciężar właściwy zbliżony do powietrza, więc czujnik (np. MQ7) powinien być mniej więcej w połowie wysokości ściany. 
 
Ustalenia punktu progowego dokonujemy potencjometrem wbudowanym w moduł I W OBECNOŚCI DOCELOWEGO ALARMOWEGO STĘŻENIA GAZU, NA KTÓRY CZUJKA MA REAGOWAĆ. Proszę również unikać zabaw z butano-propanem (gazem do zapalniczek), gdyż na butan sensor MQ-4 reaguje nieproporcjonalnie nadmiernie/przesadnie w porównaniu z umiarkowaną odpowiedzią na metan/gaz ziemny.
 

 
A tak już wygląda w gotowej obudowie po jakimś tam sterowniku kotła:

 

 
 

Działa bez zarzutu, reaguje na nawet niewielkie stężenia gazu ziemnego. Para wodna nie wzbudza fałszywego alarmu, opary ze smażonych kotletów też nie. Dodałem także wyłącznik.


Kalibrację zrobiłem tak oto:


1. Na dwie minuty odkręciłem gaz (z jednego kurka).

2. Dałem czujnik na wysokość około 2 metrów (tuż nad kuchenką) i potencjometrem ustawiłem tak, aby się odezwał (i tak już "na odezwaniu" pozostał).

3. Odłączyłem zasilanie (= żeby hałas nie wkurzał), skręciłem obudowę i zawiesiłem czujnik na ścianie obok wyciągu (wiem, wiem ---> jeszcze wyżej byłoby jeszcze lepiej, bo metan jest trochę lżejszy od powietrza).

4. Poczekałem pół godziny, aż się kuchnia bardzo porządnie przewietrzy.

5. W międzyczasie dowaliłem na minusie zasilania (między płytką ze stabilizatorami a płytką z czujnikiem właściwym) dławik 10 mikrohenrów ---> w moim przypadku było to konieczne, bo syrena nie zawsze prawidłowo modulowała dwutonowo ---> zależy toto między innymi od długości kabli i ich ułożenia ---> na pierścieniowym rdzeniu ferrytowym o liczbie AL = 1500 nawinąłem trzy zwoje, ale oczywiście nieco większa liczba zwojów byłaby jeszcze lepsza; jeśli nie mamy dławika o wystarczającej odporności "amperażowej", to taki słabszy "watowo" dławik możemy również zamontować na linii 12V (także między płytką ze stabilizatorami a płytką z czujnikiem właściwym).

6. Włączyłem zasilanie i działa bezproblemowo. 

 
 
Życzę wszystkim miłego gazowania :) 
 
Metan jest bliżej niż Ci się może zdawać :)

Marcin Perliński
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


niedziela, 19 września 2021

Próbnik kwarców, generator kwarcowy, generator LC, a nawet przyrządzik do pomiaru indukcyjności

Proste, ale bardzo wszechstronne: uniwersalny tester kwarców/generator kwarcowy/”partyzancki” generator sygnałowy LC według konceptu Macieja Bartkowiaka („Praktyczny Elektronik” 11/1996), tutu akurat by Marcin Perliński zdrutowane 



 

 

Śmiga z kwarcami fundamentalnymi/overtonowymi od 3 do kilkudziesięciu megaherców, zasilanie 12V (stabilizowane), pobór prądu w moim egzemplarzu od 9 do 26 miliamperów, na (nieobowiązkowym/dodatkowym) wyjściu pomiarowym podaje od 600 do 700 miliwoltów peak-peak. Jako generator LC (= zamiast kwarcu wsadzamy cewkę i przyjmujemy pojemność rezonansową na poziomie 140 ... 150 pF) powinien bez problemu osiągać przynajmniej jakieś 90 MHz. 

Przetestowałem pomyślnie również z dwunóżkowym rezonatorem piezoceramicznym 6 MHz. Najniższe coś, co tym zmierzyłem, miało 3 MHz (z 6 kwarców „wysokich” 5 oscylowało równiuteńko, a jeden jakoś podejrzanie pływał między 2.8 a 3.2 MHz; kwarce 1 i 2 MHz nie „poszły” wcale; nie udało mi się także wzbudzić rezonatorów piezoceramicznych 455 i 560 kHz, choć twórca tego układu wspomniał, że u niego „śmigało” już od 100 kHz), a najwyższą testowaną przeze mnie częstotliwością było 27.145 MHz (ze współczesnego chińskiego kwarcu fundamentalnego). 

Można zbudować również w wersji podstawowej bez wyjścia pomiarowego (nie montujemy wtedy T2 i T3 oraz towarzyszących im oporników R4, R5 i R6, a także kondensatora C3), dzięki czemu sam fakt zaświecenia się diody LED będzie oznaczał kwarc sprawny (lub raczej sprawny), jednakże nie będziemy mieli już możliwości łatwego sprawdzenia rzeczywistej częstotliwości i realnej fundamentalności/overtonowości rezonatora czy obejrzenia przebiegu sinusoidalnego na ekranie oscyloskopu. Wersję uproszczoną/podstawową można wykonać dosłownie z elektronicznego złomu (wystarczy dowolny w miarę współczesny „tranzystor NPN typu tranzystor” z hFE w okolicach 200 oraz garść drobnicy, do wydłubania np. ze starego telewizora). Za BC547B wrzuciłem 2N3904 (z pinoutem U-EBC, hFE tutu akurat około 190), za BF245B dałem 2SK104 (także z pinoutem U-GSD). Rezystora 51k nie miałem, więc zapakowałem 68k (bo 2SK104 i tak przecież otwiera dren nawet minimalnie niżej niż BF245B - jest to JFET, który parametrowo jedną „nogą” stoi po stronie BF245A, a drugą już w okolicach BF245B). 

Wyjście pomiarowe podłączyłem do mojej własnego wystrugu sześciocyfrowej f-miarki (bazuje na Attiny2313, kwarcu 20 MHz oraz wyświetlaczu LED ze wspólną anodą i koncepcie „chodzącym” do 10 MHz, znalezionym na stronie danyk.cz, przedwzmacniacz/formator prostokąta z poziomami TTL jest znacznie ulepszonym forkiem jabelowskiego zestawu J-260, a dzielnik przez 10 zrobiłem na scalaku SMD 74HC4017, do którego zwykłą transformatorówką przylutowałem dosłownie 6 drucików). Napięcia „radiowe” zmierzyłem własnego wyrobu podwajaczową sondą wielkiej częstotliwości według koncepcji kolegi Andrzeja Janeczka (SP5AHT) oraz w oparciu o samodzielnie sporządzony nomogram przeliczający (siłą rzeczy nieliniowy) pomiar napięcia DC ze zwykłego groszowego multimetru na w miarę rzeczywiste wartości peak-peak. Układ zabezpieczyłem przed odwrotnym podłączeniem biegunów zasilania instalując diodę prostowniczą 1N4007 na wejściu plusa zasilania (do układu próbnika kwarców dociera więc realnie około 11.3 V). 

Osoby chcące wykorzystać niniejszy układ jako miernik indukcyjności powinny sporządzić sobie odpowiedni nomogram kalibrowany wielopunktowo (konceptowo/matematycznie można wykorzystać również tę publikację).

W (moim zdaniem) bardzo potrzebnej paczuszce *.rar, znajdziesz oryginalny artykuł Pana Bartkowiaka, dokumentację sondy w.cz. (wraz z moim nomogramem) oraz f-miarki wraz przedwzmacniaczem/formatorem prostokąta z poziomami TTL i dzielnikiem przez 10 (pracującym/przetestowanym do niemalże 45 MHz), a także filmik, zdjęcia, wzory, niektóre noty aplikacyjne. 

 

Link: 

https://disk.yandex.com/d/F34j3JEOIGbLbA

 

Życzę wszystkim miłego testowania! 

 

Marcin Perliński (SP6MAJ), Dzierżoniów, 2021

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 6 maja 2021

Termometr elektroniczny LED, usprytniony, według koncepcji użytkownika Zlodey z rosyjskiego forum vrtp.ru

Termometr elektroniczny LED, usprytniony,
według koncepcji użytkownika Zlodey
z rosyjskiego forum vrtp.ru (2014),
niniejsze wykonanie: Marcin Perliński (SP6MAJ), Dzierżoniów 2021
  
 




zapasowy mirror z możliwością pobrania filmiku

 

Się nasz kuchenny hitlerowski alkoholowy termometr zaokienny firmy Fehrmann-Optik Zittau po ponad 85 latach działania trochę rozkalibrował, bo pokazuje już prawie 3 stopnie więcej i ciągle trzeba sobie w głowie toto trochę poodejmować, aby się skapnąć, jaka jest rzeczywista temperatura zewnętrzna, więc postanowiłem termometr elektroniczny zewnętrzny bezułamkowy, wielgachnocyfrowy, ładnie świecący, ale po ślepiach nocą nic a nic nie rażący oraz z gniazdka sieciowego na wieki wieków amen działający wykonać. Dodatkową motywacją był fakt, że Moja Mama do odczytania temperatury z tego starego adolfowca musiała każdorazowo sięgać po okulary.


Mikrokontroler Attiny2313 plus podstawka zwykła (nieprecyzyjna), czujnik temperatury DS18B20 (pinout U-MASA-DATA-PLUS), kwarc 4 MHz (tzw. niski), dwa kondziory ceramiczne 22 pF (można zapakować także 15 pF lub 18 pF), 8 oporników 470 Ω (już nawet 0.125 wata wystarczy),
1 opornik 10 kΩ, 1 opornik 4.7 kΩ, dioda 1N4148, wyświetlacz LED siedmiosegmentowy trzycyfrowy (multipleksowany) ze wspólną anodą 0.8 cala (współczesny, nowoczesny, skośnooki, low current, high bright), 7805 oraz garść pomniejszej drobnicy, tudzież zasilacz wtyczkowy 9 V 500 mA (trochę przewymiarowany amperażowo, bo termometr niniejszy nie pobiera średnio więcej niż 30...40 mA).

Układ normalny ludzki i bezułamkowy, bo przy pomiarze temperatury zewnętrznej to zazwyczaj zawracanie głowy by było tymi całymi aptekarsko dokładnymi miejscami po przecinku,
ale za to sprytnie zaokrąglający wynik w górę (dziesiąte ułamka 0.6 do 0.9 °C) lub w dół (dla dziesiątych ułamka 0.1 do 0.5 °C). Jeśli kable czujnika nie podpięte, to wyświetla trzy poziome kreski. Jeżeli jest zwarcie/woda w kablu lub panuje jakiś nieprzewidziany i gigantyczny poziom zakłóceń na linii transmisyjnej prowadzącej do czujnika, to wyświetli napis „crc” (= błąd sumy kontrolnej). Po włączeniu na sekundę zaświecają się wszystkie segmenty wyświetlacza, co pozwala na jego pełne przetestowanie. Zakres mierzonych temperatur to – 50 do +125 °C. Autorem konceptu oraz softu jest użytkownik Zlodey z rosyjskiego forum vrtp.ru („Термометр на ATTINY2313+DS18B20 доработанный”) – adres wątku jest taki oto: 


https://vrtp.ru/index.php?act=categories&CODE=article&article=3515
 

Można tamże wykopać także i inne wsady *.hex dla kwarców o innych popularnych częstotliwościach taktowania, wszelkie ustawienia bitów konfiguracji, tzw. fusebitów, a także adekwatne alternatywne wsady dla wyświetlacza ze wspólną katodą oraz wszelkie możliwe kody źródłowe). Wielki szacun dla tego osobnika, bo chłopisko łeb ewidentnie ma na karku.


Urządzenie niniejsze działa już od ponad 5 miesięcy bardzo ładnie, dobrze i bezproblemowo. DS18B20 proponuję kupić raczej oryginalny lub naprawdę bardzo perfekcyjnie i rzetelnie podrobiony (takie porządniejsze oryginalne lub zbliżone do oryginału oraz z gwarantowaną pełną obsługą tzw. trybu pasożytniczego na Allegro są obecnie w cenie niestety aż do 12 zł za sztukę).


Wsad (*.hex) do proca (wariant dla kwarcu 4 MHz oraz dla wyświetlacza ze wspólną anodą) ...


https://disk.yandex.com/d/hRmXqonXOnzxaA


... wgrałem na starożytnym kompie z portem LPT programatorem ISP, zrobionym zaledwie z kilku elementów. Soft wgrywający to PonyProg 2000, a fusebity ustawiłem dokładnie takie oto: 

 

skrinszotek: Marcin Perliński, zapasowy mirror

Całą procedurę przeprowadziłem według instrukcji dostępnej pod następującym adresem:

http://danyk.cz/avr_prog_en.html (pobierz jako zapasowy mirror PDF

Po wgraniu wsadu i ustawieniu fusów może się zdarzyć (choć nie musi), że komp/programator już nie zechce nigdy więcej zobaczyć akurat tego zaprogramowanego właśnie przed momentem proca, ale mało mnie to obchodzi, bo proc wsadzony do termometru działa normalnie i tak, jak Pan Bóg przykazał, więc nie ma o co płakać.


schemat: Zlodey (na rosyjskim forum vrtp.ru), zapasowy mirror


zasilacz, rysunek: Marcin Perliński, zapasowy mirror

Układ wykonałem na plastikowej karcie „Payback” z Kauflandu, w której szydłem wyprałem wszystkie potrzebne otwory. Zasilanie poprzez złącze ARK, czujnik na kostce żyrandolowej
(bo akurat skończyły się mi złącza ARK). Od siebie dodałem jeszcze prosty układ zasilający
na 7805 (kondzior 100n MKSE przed i jeszcze raz 100n MKSE plus elektrolit 47 µF na 25V
po nim; dokooptowałem także na kablu plusowym jeszcze jedną diodę 1N4007 zaraz za złączem ARK, ale jeszcze przed układem stabilizacji napięcia). Połączenia na tak zaimprowizowanej płytce wykonywałem cienkim emaliowanym drutem transformatorowym o grubości/średnicy około 0.25 mm. Miejsca, gdzie druciki się krzyżowały, „dla pełnej spokojności” zabezpieczyłem diorowskimi koszulkami igelitowymi, ukradzionymi (w celach naukowych, oczywiście) jeszcze w klasie przedmaturalnej (około 1990 roku) naszemu profesorowi od ZPT, szanownemu Panu Jerzemu Fydrychowi. Obudowa to plastikowe opakowanie na kasetę magnetofonową, w której pilniczkiem wykonałem przepusty kablowe. Do obudowy tejże dokleiłem żelem sekundowym jeszcze jedną kartę „Payback”, dzięki czemu bardzo ładnie dało się to zatknąć za osłonę/maskownicę gniazda sieciowego, na którym termometr de facto sobie stoi i z którego (poprzez zasilacz „wtyczkowy”) jest zasilany.


Uwagi końcowe:

1. Se kup dobry (= działający) czujnik temperatury i naprawdę bardzo, bardzo, bardzo dobrze
go zabezpiecz przed wpływami atmosferycznymi! Oszczędność/taniość tu akurat nie zawsze popłaca. No i nerwów trochę szkoda. A może rozważysz nawet zakup czujnika od razu wodoodpornie fabrycznie zakapsułkowanego i z gotowym kablem przyłączeniowym o żądanej długości, gdyż jeśli Twój dom nie ma konkretnego długiego okapu dachowego, to zacinający deszcz prędzej czy później dostanie się do czujnika i termometr (przynajmniej na jakiś czas) przestanie działać.

2. Wyświetlacz musi być współczesny low current. Układ nie korzysta z dodatkowych tranzystorów kluczujących, a wydajność prądową uzyskuje poprzez bardzo sprytne szybkie przełączanie połączonych równolegle portów mikrokontrolera. Jeśli masz w domu jakieś archaiczne wyświetlacze siedmiosegmentowe LED, np. z lat osiemdziesiątych czy też wczesnych dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, to nie będą się one do tego celu nadawały (ponieważ musiałbyś przerabiać układ dodając, dla wyświetlacza ze wspólną anodą oczywiście, trzy tranzystory kluczujące PNP wraz z odpowiednim zapleczem rezystorowym). Model użytego przeze mnie wyświetlacza to 8031BG-1 firmy G-NOR (BG-1 to właściwie według katalogu powinien być kolor zielony, ale może się tam jakiemuś Chińczykowi pod Pekinem po pijaku maszyna znakująca obudowy źle ustawiła i z rozpędu pojechał tymże kodem po czerwonych, bo ja zakupiłem akurat wariant czerwony).


Mała ściąga montażowa dla podłączających wyświetlacz LED do mikrokontrolera: 

 

 zapasowy mirror


źródło: przykładowy producent podobnego wyświetlacza, zapasowy mirror



3. Oporniki odpowiadają za jasność: 470 Ω to wartość optymalna do naszej (bardzo ciemnej) kuchni, do której słońce prawie wcale bezpośrednio nie zagląda, bo okno jest od północnego wschodu. Można sięgnąć także po 430 Ω (zaświeci jaśniej) lub 390 Ω (najjaśniej).

4. Zrobienie fachowej płytki drukowanej będzie zawsze kulturalniejsze i niezawodniejsze niż moja budżetowa januszowsko-druciarska papranina (no i ewentualna naprawa/ogarnięcie mózgiem czegoś takiego będzie duuuużo prostsze i wygodniejsze).

5. Podstawka proca u mnie jest nieprecyzyjna, ale nieco droższa precyzyjna byłaby chyba jeszcze lepsza, bo bardziej niezawodna (= nie zastrajkuje po iluś tam latach działania/kontaktowania).

6. Proca programuj raczej już na współczesnym kompie ze złączem USB. Niedrogi programator USBasp kosztuje mniej więcej tyle, co paczka fajek. Softu możesz do tego używać różnego
(w Internecie znajdziesz mnóstwo różnych podpowiedzi dotyczących tego zagadnienia). Gdybym posiadał programator przez USB (bo akurat nie mam), to najprawdopodobniej używałbym AVRDude wraz z javową nakładką graficzną Burn-O-Matic (na windach AVRDude wymaga jeszcze wgrania sterowników do programatora USBasp, a sam komputer musi mieć jeszcze zainstalowane środowisko uruchomieniowe JRE, bo bez niego Burn-O-Matic nie ruszy).

7. Jeśli posiadasz klasyczny analogowy alkoholowy czy bimetaliczny termometr zaokienny, to go pod żadnym pozorem nie demontuj, a jeśli nie masz żadnego „starodawnego” termometru, to go sobie koniecznie dokup za kilka złotych i zamontuj. Jeśli zabraknie prądu, to nadal będziesz wiedział, jaka jest temperatura. Pamiętaj, aby termometr czy czujnik termometru elektronicznego montować w miejscu zacienionym. Optymalna wysokość pomiarowa to 2 ... 2.5 metra nad poziomem gruntu, bo mniej więcej na takich wysokościach pomiarów dokonują instytuty meteorologiczne (i to właśnie dlatego do budek meteorologicznych prowadzą niewielkie schodki lub krótka drabinka).

8. Dioda 1N4148 jest bezwzględnie obowiązkowa, ponieważ nie tylko zabezpiecza układ przed odwrotnym podłączeniem biegunów zasilania, ale i generuje odpowiedni spadek napięcia, poprawiający warunki pracy czujnika temperatury. Bez tej diodki DS18B20, zwłaszcza taki nieoryginalny, może nie działać lub się nawet natychmiast uszkodzić.

9. Zasilanie to stabilizowane 5V. Specjalnie na tę okazję zmajstrowałem prosty zasilacz/regulator na 7805. Celowo nie użyłem bardziej miniaturowego 78L05, aby mieć spokojniejsze i kulturalniejsze odprowadzanie (i tak bardzo symbolicznych) ilości ciepła. Stabilizatora intencjonalnie nie doginałem całkowicie do płytki, aby powietrze mogło go spokojnie opływać ze wszystkich stron i również ze swoistą premedytacją zostawiłem niewielką szparkę w obudowie w postaci minimalnego niedomknięcia górnej podłużnej szczeliny pudełka po kasecie. I faktycznie – układ jest co najwyżej „letniawy” i mimo różnych kuchennych rewolucji w postaci nierzadko bardzo obficie buchających wyziewów z gotujących się garnków nigdy nie zaparowuje. Ponieważ przed moim stabilizatorem znajduje się jeszcze jedna (= czyli sumarycznie już druga) dioda zabezpieczająca przed odwrotnym podłączeniem biegunów zasilania (1N4007), udało się uzyskać jeszcze jeden punkt łagodnego spadku napięcia i odprowadzania ciepła, a zakres napięć, które należy doprowadzić do złącza ARK, wynosi od 8 do 12 V, względnie nieznacznie powyżej (można zasilać napięciem stałym niestabilizowanym lub stabilizowanym z dowolnego wtyczkowego/innego zasilacza transformatorowego). Zdecydowanie jednakże odradzam sięganie po współczesne budżetowe skośnookie zasilacze impulsowe (np. tanie i beznadziejnie ofiltrowane oraz rażąco nie spełniające jakichkolwiek norm przeciwzakłóceniowych ładowarki od aktualnie produkowanych telefonów komórkowych itd. itp.).


Oto paczuszka zbiorcza z wszystkimi potrzebnymi materiałami (źródła, wsady, fusy, schematy, dejtaszity, zdjęcia, filmik):


https://disk.yandex.com/d/O5GKKXpsVOiSsA

 

Zachęcam do samodzielnego wykonania i życzę pożytecznego użytkowania.


(Marcin Perliński)