sobota, 25 kwietnia 2020

Test polaryzacji prądu (stałego) – chemicznie/elektrolitycznie, czyli bez woltomierza

Test polaryzacji to stwierdzenie, na którym kablu mamy plus, a na którym minus. Chodzi więc tylko i wyłącznie o prąd stały. Ze względów bezpieczeństwa powinno się testować jedynie napięcia uznawane za względnie bezpieczne, tzn. do 24 woltów (i zwłaszcza w przypadku pierwszej metody uważać na wodór, który w większych ilościach oraz oczywiście w połączeniu z powietrzem może nieźle pierdyknąć).

Metody pierwsza i trzecia są całkowicie januszowo-domowe (z całym należnym szacunkiem dla wszystkich Januszy tego świata). Metoda druga (z bibułką) jest natomiast najelegantsza i "praktycznie najtrwalsza", bo odpowiednio przygotowaną bibułkę po wysuszeniu można przechowywać całymi latami, ale wymaga toto dodania do wodnego roztworu soli jeszcze kilku kropelek fenoloftaleiny.

Jeden obrazek powie Ci więcej niż 1000 słów, więc wklejam i zachęcam do przetestowania lub choćby zapamiętania sobie w mózgownicy, że w posolonej wodzie bombelkuje minus, a na kartoflu zielonkawo zabarwia się plus.


(Marcin Perliński)

niedziela, 5 kwietnia 2020

BK1068 – kolejne starcie, czyli "Fellowes", czyli radyjko UKF, bardaszkowe (by Marcin Perliński)


Moich potyczek z układem scalonym BK1068 ciąg dalszy (= część druga). 

 zapasowy mirror z możliwością pobrania

A zrobiłem se radyjko do kibelka (wzgl. łazienki) – maksymalnie uproszczone, bo wystarczą tylko dwa przyciski. Jeden usypia do pomijalnie nieistotnych 150 mikroamperów (= 0.15 mA) oraz budzi, a drugi stroi w górę, aby po dojściu do końca skali spaść na jej początek i ponownie zacząć szukać w górę. Odbiorniczek po wybudzeniu „przypomina” sobie, gdzie był ostatnio i bardzo precyzyjnie dostraja się do tej częstotliwości (co może potrwać nawet kilka sekund). Dwie alkaliczne baterie R14 wystarczą na przynajmniej 100 godzin głośnego grania (a kto słucha cichuteńko nocą przy łóżku, to bez problemu czas ten podwoi lub nawet potroi). Można również wpierniczyć dwie alkaliczne R20 i będzie wtedy minimum 200 godzin (a do ponad 600 godzin w przyłóżkowej nocnej cichości).


BK1068 już opisywałem przy okazji wrzucenia poprzedniego filmiku (= szukaj frazą „pierwsze starcie”), więc wypada omówić jedynie wzmacniacz audio (MC34119). To fajny groszowy scalak używany niegdyś (w swojej zminiaturyzowanej wersji SMD) także w najprostszych „niesrajfoniastych” telefonach komórkowych. Działa od 2 woltów, przy 3 woltach (i z głośnikiem ośmioomowym) powinien generować do około 100 mW, a przy 12 woltach zasilania i głośniku 64-omowym produkuje prawie pół wata mocy audio. Taki układ dla uzyskania imponującej „ryczącej” głośności wymaga jednak raczej lepszego dedykowanego specjalizowanego głośniczka o wysokim ciśnieniu akustycznym. Kiedyś takie głośniki były powszechne – produkowali i montowali je ludzie radzieccy w radioodbiornikach tranzystorowych oraz telewizyjnych, a także Japończycy w kablowych telefonach głośnomówiących, osekretarkowanych mikrokasetką i z końcówką audio na tranzystorach (takich od „Panasonica”, serie K czy KX cośtam...). Obecnie takie głośniczki wciepuje się czasami nadal do niektórych telefonów komórkowych oraz bezprzewodowych głośników „chodzących po BT” (szanowne gimby dobrze „znajo, wiedzo i cenio”). W praktyce wygląda to tak, że jeśli mamy położone obok siebie dwa elektrycznie identyczne głośniki, np. ośmioomowe półwatowe, to ten specjalistyczny zagra przynajmniej dwukrotnie głośniej. Można jednak kompensować kaszaniastość głośnika poprzez umieszczenie go w odpowiednim pudle rezonansowym lub/oraz poprzez solidne przykręcenie go do obudowy (na miękkiej podkładce lub też i bez niej). Można także poprawiać brzmienie przez obkładanie tyłu głośnika watą, filcem itp. Ja zdecydowałem się na najprostszą metodę, czyli użycie pudła rezonansowego i umieszczenie weń głośnika na odpowiednio dobranej wysokości. Efekt jest znośny mimo faktu, że użyłem głośnika typowego dla telewizorów czy monitorów, a więc tych najgorszych z punktu widzenia domowego majsterkowicza, bo prostokątnych, które są nawet znakomite brzmieniowo, o ile przyłożymy do nich powyżej pół wata mocy i umieścimy je w specjalnie wyprofilowanej obudowie telewizora czy monitora.

Układ audio ma wbudowaną funkcję stand-by (nóżka numer jeden), taką samą funkcję posiada także BK1068, więc wystarczy prosty progowy przełącznik jednotranzystorowy, aby scalak SMD pięknie wybudzał głośnikowca z jego energooszczędnego letargu oraz kładł go ponownie spać, kiedy sam udaje się na spoczynek. Znany niemiecki radiowariat-konstruktor Burkhard Kainka (radzę poszukać sobie Internetem jego stron) obkumał takie ustrojstwo i spisuje się ono znakomicie.

Radyjko zmontowałem na „odrywce” kauflandowej karty „Payback”. Scalaka SMD polutowałem wczesnojaruzelską transormatorówką – wystarczy ostrożnie naprzemiennie poodginać nóżki (na zasadzie jedna w górę, a druga w dół itd.), a potem dolutować miedziane nielakierowane druciki „mikrowłoski”, wydłubane z kabla elektrycznego (np. takiego od pralki czy lodówki). Całość po wetknięciu drucików w dziurki przekłute przez płytkę unieruchomiłem klejem epoksydowym ze sklepu chińskiego w byłej stołówce „Diory”.

Zielona dioda LED nie służy do świecenia (choć minimalnie coś się w niej tam i żarzy), a do stabilizacji/wytworzenia napięcia odniesienia, niezbędnego do poprawnej pracy układu wybudzania/usypiania wzmacniacza głośnikowego. Przypominam o zasadach bezpieczeństwa. Alkaliczna bateria R14 ma od 6000 do 8000 mAh, alkaliczna R20 natomiast od 12 000 do nawet 18 000 mAh, więc w przypadku zwarcia może być nawet i pożar, więc lepiej zainwestować 1 zł w oprawkę (często do kupienia np. w Bricomarche) oraz dziesięciogroszowy bezpiecznik 100 mA niż sfajczyć budę za kilkaset kafli czy nawet milion złotych.

Układ radyjka można również przebudować na wyższe napięcie (np. na 4.5 wolta) i będzie wtedy grało naprawdę głośno (proszę jedynie pamiętać, że BK1068 nie toleruje napięć wyższych niż 3.6V, więc trzeba mu to ograniczyć odpowiednio dobranym na bazie prawa Ohma rezystorem lub dwiema szeregowo spiętymi diodami krzemowymi, najlepiej prostowniczymi serii 1N4001 do 1N4007). Aha, wartość rezystora 100 kilo (oraz bezpiecznika) najprawdopodobniej trzeba będzie nieco zwiększyć.


Schemat i lista elementów (dostępne także w samym filmiku):





Zachęcam do konstruktorki i życzę dobrego odbioru.

Marcin Perliński




Doprecyzowanie (09-04-2020): 

Wzmacniaczyk głośnikowy (MC34119) między nóżkami 4 oraz 5 ma rezystor, który ustala wzmocnienie. Jeśli uznasz, że radyjko gra zdecydowanie za cicho (lub za głośno/zbyt charkliwie), to zawsze możesz dokonać stosownych modyfikacji zmieniając wartość tegoż oporniczka. Pamiętaj jednak, że głośniej oznacza również większy apetyt na miliampery, co skróci czas pracy z baterii.


AKTUALIZACJA 16-04-2020:
Zwróć uwagę na charakterystyczne dla przycisków o dużym skoku zjawisko mikrostykowe. Dotyczy to w szczególnym stopniu przycisku budzącego/usypiającego. Warto więc sięgnąć po wysokojakościowy przycisk o małym skoku i małym prawdopodobieństwie wystąpienia zjawiska mikrostykowego, a jeśli to niemożliwe dokonanie niezbędnych modyfikacji w układzie (np. dokoptowany dodatkowy kondensator oraz rezystor itp.), dzięki którym obsługa odbiornika stanie się pewna, przewidywalna, stabilna, komfortowa oraz precyzyjna (= odbiornik przy każdym wybudzeniu będzie DOKŁADNIE i niemalże NATYCHMIAST powracał do ostatnio słuchanej stacji).


AKTUALIZACJA 27-05-2020:
Hahahaha, wszystkie poprzednie moje komentarze/aktualizacje można (przynajmniej w pewnej ich części) o kant zadu rozbić, bo od kilku dni radyjko zaczęło działać perfekcyjnie, bo baterie podają już nie 3.14V, a np. 2.85-2.9V i wybudzanie nie szwankuje, nic tam nie mikrostykuje. Czyli wystarczy niewielki opornik lub nawet dioda szotka na zasilaniu, a ewentualną brakującą głośność można (nawet wielokrotnie) podbić zmianą wartości rezystora między pinami 4 i 5 scalaka wzmacniacza głośnikowego. Alternatywnie można poprawić wszystko bez obniżania napięcia zasilającego dając pierścienie lub koraliki ferrytowe na kablu plusowym, głośnikowym i odklawiszowym budzącym. 

poniedziałek, 9 marca 2020

BK1068 – pierwsze starcie, czyli sprawdzenie czipa szybko na pająka

  wersja alternatywna z możliwością pobrania

BK1068 to taniutki (około 3.50 PLN) dziesięcionóżkowy scalaczek SMD, umożliwiający szybkie i nadzwyczaj proste wykonanie monofonicznego odbiornika radiowego UKF (CCIR lub OIRT, radyjko nie jest klasyczną superheterodyną, bo to już cyfrowe DSP) słuchawkowego lub głośnikowego (grającego „samo z siebie” głośniczkiem bardzo cichuteńko, tzn. przypoduszkowo, lub, po dodaniu dodatkowego wzmacniacza, super głośno, czysto i wyraźnie – nawet słabsze szumiące stacje odbiera krystalicznie, o ile dobrze „obkumamy” układ, a zwłaszcza antenę), bateryjnego lub sieciowego. Radyjko to potrafi działać całkowicie bez cewek (choć dodanie dedykowanej indukcyjności może wybitnie poprawić czułość i jakość odbioru; można także dodać kwarc 32 768 Hz, poprawiający szybkość oraz rozdzielczość strojenia). Strojenie klawiszami w górę, w dół oraz reset. Regulacja głośności klawiszami plus/minus. Przewidziano także energooszczędny kilkumikroamperowy tryb „stand by” (na dodatkowym klawiszu). W najprostszym wykonaniu (takim jak w moim „pająku”) jest przewidziany tylko klawisz ON/OFF (= stand by) oraz strojenie w górę (po dojściu do końca skali CCIR i tak „samo wraca” na początek i tak w kółko), a głośność jest od razu maksymalna. Działa toto spokojnie już od dwóch woltów zasilania (zalecane 3V, ale nie wolno przekraczać 3.6V), współpracuje z głośnikami/słuchawkami o różnej oporności (należy jedynie dobrać odpowiedni „elektrolit” przedgłośnikowy). Wersja słuchawkowa może wymagać dopierdyknięcia koralików ferrytowych, wzgl. dodatkowych indukcyjności zmieniających kabel od słuchawek w antenę. Komu potrzebny zakres OIRT (np. niektóre regiony Rosji i Japonia), to piątą nogę czipa daje do plusa zamiast do masy.

Na filmiku widzimy mojego „pająka”. SMD polutowane trochę po jubilersku zwykłą transformatorówką (UWAGA!!! NIE RÓB TEGO TAK W DOMU!!! LUTOWNICA ZWYKŁA KOLBKOWA Z GROTEM STOŻKOWYM MA BYĆ DO TEGO!!!). Zasilanie ze słabawych/rozładowanych częściowo małych paluszków AAA (2.8V), głośniczek ośmioomowy miniaturowy, antenka 20 cm kabelka. Układ został zmontowany na próbę, zajęło mi to około 2 godzin pracy (wczoraj listonosz wrzucił do skrzynki i od razu chciałem sprawdzić, czy „skośne oczy” nie wysłały mi jakiejś malowanki). Oczywiście w „fachowym” wykonaniu taki „pająk” jest NIEDOPUSZCZALNY – bo kabliska za długie, pełno sprzężeń, niepotrzebnych zakłóceń, a i o uszkodzenie czy zwarcie łatwo.

Jeśli jesteś zainteresowany czymś takim, to pokop w Internecie szukając takich rzeczy jak „BK1068 datasheet pdf”, „BK1068 Amateur” (= właśnie z tego schematu korzystałem*) czy „BK1068 Radiomuseum”.

* ja mam oryginalnego czipa (SMD z 10 nogami), a większość niemieckich opisów bazuje na module THT  ośmionóżkowym, ułatwiającym lutowanie (sprzedawanym w Niemczech za 10 EUR + wysyłka); moduł to po prostu czip SMD, posadowiony na maleńkiej płyteczce ze sprytnie pospinanymi nogami – tak, aby było 8 łatwych do lutowania wyprowadzeń, a nie 10 nóżek,  plus kondziorek 100 nano odsprzęgający na zasilaniu od razu dodany

Oto tabela konwersji:

MODUŁ ==> CZIP

1 ==> 7, 5
2 ==> 6
3 ==> 8
4 ==> 9
5 ==> 10
6 ==> 4
7 ==> 2
8 ==> 3, 1



schemat (bazujący na module, NIE NA CZIPIE!!!):



http://www.elektronik-labor.de/HF/UKWamateur.html
(zapasowy mirror tutu)




(Marcin Perliński)



środa, 26 lutego 2020

Pomiar mocy nadajnika po ludzku objaśniony (wersja dla takich debili jak ja)

Walcząc ze swoją własną bezkresną tumanowatością (zwłaszcza matematyczną) stworzyłem poniższe opracowanie zbiorcze. Może się komuś przyda.



Uwaga!!! Jedna z metod opiera się na włączeniu w obwód antenowy amperomierza i chodzi w tymże przypadku o amperomierz prądu przemiennego, czyli najtańszy multimetr nie zawsze się do tego będzie nadawał!!!

Życzę miłego miernictwa :)


(Marcin Perliński)




wtorek, 11 lutego 2020

Najprostszy trójtranzystorowy superreakcyjny odbiornik radiopowiadamiania lub zdalnego sterowania, 27.145 MHz

Najprostszy trójtranzystorowy superreakcyjny odbiornik radiopowiadamiania lub zdalnego sterowania, 27.145 MHz. Współpracuje z dowolnym nadajnikiem 27.145 MHz, wystarczy mu sama nośna, modulacja może być dowolna. Najprawdopodobniej prościej już się nie da (no chyba, żeby do konceptu "łodzi Tesli", iskrówek i kohererów powrócić). Łatwo przerabialne na typowy odbiornik zdalnego sterowania (jednokanałowy, do zastosowań nie newralgicznych, amatorskich, edukacyjnych itd.). Proszę pamiętać o fakcie, że antenę wpiąłem w innym miejscu niż to, które jest zaznaczone na schemacie. A w nadajniku-pilotku autkowym zabawkowym oczywiście włącznik zasilania jest zmostkowany na stałe zalutowaniem + styk jazdy do przodu tak samo, żeby mieć emisję ciągłą sobie bez potrzeby naciskania czegokolwiek.

Prawidłowo zbudowany i zestrojony oraz niezbyt nadmiernie wyczulony odbiornik, z poprawnie (maksymalnie "jednopętelkowo" i nisko przy blasze płytki) poprowadzonym pojedynczym jednożyłowym kabelkiem łączącym emiter pierwszego tranzystora z gniazdem antenowym, w warunkach miejskich z ponadprzeciętnie silnym smogiem elektromagnetycznym zachowuje się tak: 1. Włączamy odbiornik i stawiamy go w neutralnym miejscu (np. nie na kaloryferze, który jest kupą żelastwa); nadajnik ma nie pracować. 2. Dotykamy czubkiem palca do czubka anteny (= antena jest drutem miedzianym w izolacji igelitowej czy z PCV, ale w miejscu jej zakończenia/ucięcia jest minimalna ilość metalu). 3. Jeśli buzzerek całkowicie milczy LUB choćby słabawo i cichawo wzgl. na ułamek sekundy (za)dźwięczy, to wszystko jest OK (a kiedy zabierzemy palec z metalu, to buzzerek ZAWSZE milknie/milczy). W taki sposób można testować odbiornik nawet przed każdym jego użyciem (= metoda dobra w warunkach zasyfienia elektromagnetycznego, czyli w mieście, czyli w miejscu, gdzie są większe szanse na występowanie niepożądanych fałszywych alarmów; w miejscowościach "spokojniejszych radiowo/smogowo" wykonywanie takiego testu nie jest konieczne).   Aha, trymerek 30 pF też powinien się nadawać, bo przecież są spore pojemności międzyzwojowe/montażowe (tak na oko z 10-15 pF nawet). Ja założyłem trochę lepszy trymerek Philipsa 4-40 pF, ale te współczesne chińskie miniaturki też powinny być spox.  

Więcej szczegółów w filmiku (schemat ideowy oraz dodatkowy schemat nadajnika także). 






OSOBY ZAINTERESOWANE ZASIĘGAMI RZĘDU 
OKOŁO 120 ... 150 METRÓW CZYTAJĄ TUTAJ

 
Życzę miłego radiowariatowania. ...

 
(Marcin Perliński)



 

AKTUALIZACJA / DOPRECYZOWANIE 08-04-2020

 Dziś usztywniłem mechanicznie cewkę. Z tekturowej wewnętrznej rolki po papierze toaletowym odciąłem kawałek (= pierścień) o szerokości/wysokości około 2.5 lub 3 cm, zwinąłem go w ciasny rulon i włożyłem do cewki na całej jej długości. W momencie puszczenia twardego uścisku paluchów taki "kołek" samoistnie się rozprężył i dość mocno rozparł cewkę od wewnątrz. Zasięg odbiornika wzrósł co nieco, ale przede wszystkim zwiększyła się jego stabilność i przewidywalność działania. Zmniejszyły się także do zera dotychczasowe delikatne oscylacje/posiorbywania w dźwięku buzerka (cewka ustabilizowana mechanicznie nie ma aż tak wyraźnego efektu mikrofonowania). Tektura, o ile jest sucha, jest całkowicie neutralna indukcyjnie, tzn. współczynnik przenikalności magnetycznej/indukcyjnej (tzw. "mi") nie ulega przesuwaniu ani w górę ani w dół. Można także dodatkowo usztywnić cewkę klejem epoksydowym. Można także próbować włożyć do jej wnętrza rdzeń (nawet taki w postaci kilkucentymetrowego odcinka drutu miedzianego).



piątek, 27 grudnia 2019

Historia Zakładów Radiowych Diora w Dzierżoniowie, dwie monografie (PDF/OCR)

Dawne archiwalne rzeczy (1970 oraz 1985). Będzie co czytać w długie zimowe wieczory ...




Pełna monografia, a między innymi na stronie 112 coś niecoś o Moim Dziadku, inż. Stanisławie Perlińskim.   




Pełna monografia. Z niej dowiedziałem się, że mój sąsiad (tudzież Tato Kasi i Gosi), inż. Stanisław Sara (jest nawet jego zdjęcie*), był głównym twórcą naszej słynnej diorowskiej "Elizabetki".

* PDF str. 86 (wydanie papierowe str. 80)  
 A na stronie 91 (PDF str. 101) nasza wychowawczyni, Pani mgr Elżbieta Krementowska (a także inne nauczycielki z "trójki" - Panie Paniak, Pani Malusi, nasza dyrka Prochwiczowa i jeszcze jakaś młódka, której nie umiem zidentyfikować).



opracowanie: prace zbiorowe (1970 oraz 1985)

digitalizacja: Marcin Perliński (2019)


Przyjemnej lektury!

piątek, 20 grudnia 2019

Miernik indukcyjności – groszowa przystawka do multimetru, zrób se sam



Taniutka przystawka do multimetru cyfrowego umożliwiająca pomiar indukcyjności w zakresie od 5 do 500 µH, po drobnych modyfikacjach od 2 do 200 µH, a po uruchomieniu mózgu również od setek nanohenrów do setek milihenrów, według Andrzeja Janeczka (SP5AHT), przykładowa realizacja praktyczna: Marcin Perliński (SP6MAJ)

Kiedy budowałem swojego pierwszego „samorobnego” TRX-a w układzie modułowym, bazującego na znakomitym cyklu artykułów autorstwa Andrzeja Janeczka (SP5AHT), opublikowanym na łamach „Młodego Technika” w roku 1992, miałem dość poważny problem z wykonaniem w miarę „wysokodobrociowych” indukcyjności na poziomie filtra pasmowego oraz samego VFO. Nie chciałem wówczas sięgać po gotowe fabryczne dławiki osiowe, charakteryzujące się zdecydowanie zbyt niską dobrocią, dlatego postanowiłem zastosować bardziej „przyzwoite” dawne „gierkowskie” indukcyjności serii 12x28 (wzgl. 12x12), wymontowane ze znalezionego dosłownie na ulicy starego lampowo-tranzystorowego czarno-białego „Neptuna 623”. Okazało się, że nie są to karkasy tak bezproblemowe jak te starsze i większe, zalecane przez twórcę TRX-a, czyli pochodzące na przykład z odbiornika telewizyjnego „Libra”, więc uzwojenia musiałem wykonywać w dwóch warstwach, przez co moje obliczenia teoretyczne wydatnie „rozjechały się” z rzeczywistością i odbiornik nie chciał prawidłowo „wstrzelić się” w pasmo 80-metrowe (3500 – 3800 kHz). Na szczęście przypomniałem sobie o naprawdę prostej w wykonaniu przystawce do multimetru cyfrowego, dzięki której można mierzyć indukcyjności w podstawowym  zakresie od 5 do 500 µH, czyli w przedziale dość potrzebnym z punktu widzenia typowego „radiowariata-lutowacza”, budującego układy krótko-, średnio- czy nawet długofalowe, a po zastosowaniu prostych tricków pomiarowych także i od setek nanohenrów do kilkuset milihenrów, czyli w zakresach VHF i np. VLF. Istnieje również możliwość zmiany zakresu pomiarowego do przedziału od 2 do 200 µH (należy zmienić scalak na inny „siostrzany” oraz zmodyfikować wartość dwóch kondensatorów). Warto przy okazji zauważyć, że wspomnianą przystaweczkę zaprojektował również SP5AHT (jej opis ukazał się w „Elektronice dla Wszystkich”, nr 6/2003, strona 23, a wersja zmodyfikowana w tymże samym miesięczniku, nr 10/2003, od strony 50). 

Szybka decyzja i szybka realizacja. Zamówiłem zatem na „Allegro” groszowy układ scalony 74HC132 (współcześniejsza technologia CMOS, mniej lub bardziej naśladująca wcześniejsze komponenty TTL), zawierający w swoich „bebechach” cztery dwuwejściowe bramki NAND z wejściami na przerzutnikach Schmitta. Jest to „grzebyczek”  2x7 nóżkowy (DIL14). Zamówiłem oczywiście normalną wersję przewlekaną (THT), którą można osadzić w zwykłej podstawce o stosownej liczbie gniazd/pinów (a stosowna liczba to podstawka DIP14). Układ tenże ma zasilanie na nóżce nr 14, a masę (= 0 V, zwane potocznie „minusem”) na nóżce nr 7. Można go zasilać napięciami nie przekraczającymi 6 V (standardowe napięcie to 5 V) i nie jest on odporny na odwrotne/pomyłkowe podłączenie zasilania (= szlag go trafia).





  


układ scalony 74HC132





 wewnętrzny układ bramek
(źródło: Fairchild Semiconductor, 1983)




schemat ideowy przystawki pomiarowej
(opracowanie: Andrzej Janeczek, źródło: EdW, 6/2003, str. 23, rys. 6)


Lista potrzebnych komponentów:

1. układ scalony 74HC132, wersja przewlekana, dla podstawowego zakresu pomiarowego od 5 do 500 µH nadaje się tylko seria HC, 1 sztuka; dla zakresu pomiarowego od 2 do 200 µH należy zaopatrzyć się w „siostrzany” układ scalony 74HCT132 (literka „T” oznacza pełną zgodność poziomu napięć ze standardem TTL; zasilanie nie może przekraczać +5V) 

2. podstawka pod układ scalony, 14-nóżkowa (2x7, czyli tzw. DIP14), 1 sztuka, np. taka:







3. multimetr cyfrowy, może być najtańszy z marketu; im większa oporność wejściowa, tym lepiej, 1 sztuka

4. płytka uniwersalna (np. 5 x 7 cm) lub jej fragment, wzgl. dowolny inny kawałek „czegoś”, 1 sztuka

5. źródło zasilania wysokostabilizowanego (+5V) z jak najmniejszym poziomem tętnień, może być pięciowoltowy transformatorowy stabilizowany zasilacz sieciowy (ładowarka impulsowa do telefonu nie nadaje się); można zasilać bateryjnie (np. bateryjka dziewięciowoltowa 6F22 z dołączonym stabilizatorem 78L05); do zasilania przystawki nie można pobierać napięcia z „pokładowej” baterii umieszczonej wewnątrz multimetru







78L05: pinout oraz aplikacja


6. kondensator 47 nF, dowolny typ, choć np. MKSE (lub podobny z dielektrykiem „plastikowym”) byłby bardziej wskazany, typowe oznaczenie „473”, 1 sztuka;  dla zakresu pomiarowego od 2 do 200 µH należy zaopatrzyć się w kondensator 470 nF (typowe oznaczenie „474”) i zastąpić nim kondensator 47 nF

7. kondensator 470 nF, dowolny typ, choć np. MKSE (lub podobny z dielektrykiem „plastikowym”) byłby bardziej wskazany, typowe oznaczenie „474”, 1 sztuka

8. kondensator 1 nF (= 1000 pF), w miarę możliwości z niewielką tolerancją, np. 1% lub 5% (im mniejsza tolerancja, tym lepiej), dowolnego typu, choć mikowy, mikowo-srebrowy lub styrofleksowy, najlepiej z dużą stabilnością termiczną (NP0/COG itp.), byłby najbardziej wskazany, typowe oznaczenie 102, 1 sztuka;  dla zakresu pomiarowego od 2 do 200 µH należy zaopatrzyć się w kondensator 2.2 nF (typowe oznaczenie „222”) i zastąpić nim kondensator 1 nF

9. rezystor (= opornik) 220 Ω, na dowolną moc, kod barwny „czerwony – czerwony – brązowy”, 1 sztuka

10. rezystor (= opornik) 27 kΩ, na dowolną moc, zalecany rezystor o niewielkiej tolerancji, np. 1% lub 5% (im mniejsza tolerancja, tym lepiej), kod barwny „czerwony – fioletowy – pomarańczowy”, 1 sztuka

11. rezystor (= opornik) 10 kΩ, na dowolną moc, kod barwny „brązowy – czarny – pomarańczowy”, 1 sztuka

12. przewód montażowy, cyna, kalafonia, złącza ARK2 lub zwykłe „kostki” żyrandolowe itd. itp.





Nieobowiązkowe wyposażenie dodatkowe (do ewentualnej kalibracji przystawki oraz „pozazakresowych” pomiarów bardzo małych i bardzo dużych indukcyjności):


  • gotowy fabryczny „kupny” dławik osiowy 10 µH (lub 15 µH) ; im lepsza/mniejsza tolerancja, tym lepiej,np. z paskowym oznaczeniem barwnym „brązowy – czarny – czarny – srebrny” (wzgl. „brązowy – zielony – czarny – srebrny”), gdzie ostatni pasek srebrny oznacza tolerancję 10% (czyli niekoniecznie najlepszą), więc lepiej, gdyby to był pasek złoty (5%) lub brązowy (1%); taki dławik może posłużyć do oszacowania uchybu pomiarowego w zakresie najniższych badanych indukcyjności (opis w dalszej części niniejszego tekstu)
  • gotowy fabryczny „kupny” dławik osiowy 100 µH; im lepsza/mniejsza tolerancja, tym lepiej, np. z paskowym oznaczeniem barwnym „brązowy – czarny – brązowy – srebrny”, gdzie ostatni pasek srebrny oznacza tolerancję 10% (czyli niekoniecznie najlepszą), więc lepiej, gdyby to był pasek złoty (5%) lub brązowy (1%); taki dławik łączymy równolegle z badaną nieznaną dużą indukcyjnością (powyżej 500 µH), aby na podstawie odczytu na multimetrze (np. 95.65 mV) z załączonej dalej tabeli „równoległej” dowiedzieć się, że mamy akurat do czynienia z indukcyjnością 2200 µH (czyli 2.2 mH); niniejszy dławiczek można także wykorzystać do pomiarów na zasadzie dołączanej indukcyjności szeregowej (od 100 µH wzwyż dokładność przystawki jest już znacząco niezła i porównywalna nawet z niejednym gotowym tańszym „kupnym” przyrządem fabrycznym)
     



Po zmontowaniu układu według umieszczonego wcześniej schematu ideowego może powstać np. coś takiego:






pomiar fabrycznego dławika 15 µH o tolerancji 10%;
rzeczywista indukcyjność tego egzemplarza wynosi faktycznie 15.1 µH, co oznacza,
że „moja” przystawka w okolicach 15 µH ma ujemny uchyb pomiarowy o wartości około 5.5% 

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ)


Jak widać na zdjęciu powyżej jest to konstrukcja bardzo niewielka i prosta do wykonania. Podstawka pod scalak nawet nieco większa, bo akurat taką miałem pod ręką. Kilka elementów zostało umieszczonych po drugiej stronie płytki. Mierzony dławiczek został „na szybko” przylutowany do (niezbyt długich) końcówek pomiarowych (= białe kabelki), ale od biedy można również i bez lutowania przytrzymać mocno paluchami lub najbardziej fachowo posłużyć się gotowym złączem (np. samozaciskowym wyjściem głośnikowym dla sprzętu audio). Multimetr z „Kauflandu” (kupowany około roku 2016 lub 2017 za 19,99 PLN; obecnie, czyli w roku 2019, cena wynosi 21,99 PLN), ustawiony na najczulszy zakres pomiarowy (200 mV), ale dla indukcyjności od 200 µH wzwyż należy się już posłużyć zakresem 2000 mV (= 2 V).

Rozwarcie końcówek pomiarowych (bez podpinania jakichkolwiek mierzonych indukcyjności) daje nam napięcie około 2.5 V (Pan Janeczek wspomina w swojej publikacji o 2.7 V, ale u mnie akurat tyle nie chciało po prostu być, co może się wiązać ze słabą (czyli zbyt dużą) tolerancją głównie kondensatora 1 nF (użyłem najtańszego badziewia ceramicznego) oraz częściowo zależeć od indywidualnych cech (serii) danego egzemplarza scalaka. Po zwarciu końcówek napięcie powinno spaść do zera lub oscylować w jego bezpośrednim pobliżu. Obsługa przystawki jest ekstremalnie prosta: 5 mV to 5 µH, a 500 mV oznacza 500 µH (mikrohenrów).


Tak wykonana przystawka charakteryzuje się największym błędem pomiarowym w swoim najniższym zakresie (od 5 do 10 µH), gdzie uchyb sięga nawet do 10% (w „moim” egzemplarzu przystawki w zakresie od 5 do 10 µH akurat minus 10%), w zakresie od 15 do około 30 µH uchyb ten wynosi około 5%, zmniejszając się coraz gwałtowniej, aby od wartości mniej więcej 100 µH (oraz przy wyższych indukcyjnościach) osiągnąć już pełną dokładność, co oznacza, że przekłamania raczej prawie wcale nie występują. Sugeruję zatem, aby postarać się o rezystor 27 kΩ oraz kondensator 1 nF o jak najmniejszej tolerancji (oraz dużej stabilności termicznej), gdyż tylko wtedy przekłamania dla dolnych zakresów będą naprawdę niewielkie i (raczej) całkowicie akceptowalne. Proszę również nie zapominać, że zawsze warto podłączyć mierzoną indukcyjność na dobrych kilka(naście) minut do przystawki, aby temperatura złącz półprzewodnikowych, tworzących strukturę układu scalonego, mogła się w naturalny sposób ustabilizować, co jeszcze wydatniej zwiększy dokładność pomiaru.

Z drugiej strony sama świadomość istnienia uchybów całkowicie wystarcza, aby poprawnie wykorzystywać niniejszą przystaweczkę jako niezły przyrząd pomiarowy (bo jakiż to niby problem przy mniejszych indukcyjnościach rzędu 5 czy 10 µH dodać lub odjąć sobie w głowie te 10%; w „moim” egzemplarzu przystawki muszę akurat dodać wspomniane 10%, co najłatwiej osiągnąć mnożąc wynik z wyświetlacza przez 1.1). Można także podłączyć indukcyjność pomocniczą 100 µH (o znacząco „wyższej precyzji”, czyli np. o tolerancji tylko 1%), a do niej szeregowo przytroczyć naszą mierzoną ceweczkę, aby od razu mieć niezłą L-miarkę o (dość) wysokiej dokładności wskazań, co oznacza, że na przykład „107.2” na wyświetlaczu multimetru (ustawionego na czulszą „rozdziałkę” 200 mV) będzie oznaczało rzeczywistą i dość precyzyjnie zmierzoną indukcyjność 7.2 µH.

 

pomiar fabrycznego dławika 100 µH o tolerancji 1%;
jak widać od mniej więcej 100 µH (oraz powyżej) właściwie
nie występuje już żaden istotny uchyb pomiarowy,
co oznacza, że taki dławik można wykorzystać jako szeregową indukcyjność pomocniczą
do całkiem precyzyjnego/wiarygodnego
pomiaru dowolnych innych ceweczek o wartościach
bardzo małych (setki nanohenrów) do około 400 µH
(patrz foto na następnej stronie)

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ) 






wysokoprecyzyjna (1%) fabryczna indukcyjność pomocnicza o wartości 100 µH,
połączona szeregowo z mierzonym (również fabrycznym)
dławikiem 15 µH (10%) daje nam sumaryczny, ale za to bardzo dokładny
odczyt indukcyjności, bo zakres pomiarowy przystawki zostaje sztucznie przesunięty
w obszar „wysokoprecyzyjny”, a więc nadzwyczaj miarodajny;
taki trick można wykorzystać do dość rzetelnego pomiaru dowolnych
innych ceweczek o wartościach bardzo małych (setki nanohenrów) do około 400 µH;
przy pomiarze bardzo małych indukcyjności (zwłaszcza poniżej 10 µH, a poniżej 1 µH tym bardziej)
warto przełączyć multimetr np. z przedziału 2000 mV do bardziej „ułamkowego” 200 mV

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ)



Jak widać na powyższej fotografii prosty trick pomiarowy bardzo zasadniczo zmienił „moją” przystaweczkę w dość rozsądny i miarodajny przyrząd do pomiaru indukcyjności. Dzięki powyższemu pomiarowi z pomocniczą indukcyjnością szeregową okazało się, że  nasz „stary znajomy” dławik  15 µH (10%) „udał się” fabryce znacznie lepiej niż podana na jego obudowie tolerancja dziesięcioprocentowa (po przełączeniu multimetru w „bardziej ułamkowy” przedział 200 mV dowiedziałem się, że rzeczywista wartość wspomnianego dławika to 15.1 µH). Tak dokładny pomiar wymaga jednak pewnej dozy cierpliwości, gdyż powyższy odczyt wyświetlacza pojawił się dopiero po kilku(nastu) minutach od podłączenia do „naszej” przystawki, tzn. po nagrzaniu i ustabilizowaniu się złącz półprzewodnikowych tworzących tranzystory składowe bramek wbudowanych w układ scalony 74HC132 (jest to naturalne zjawisko fizyczne, o którym znakomicie wiedzą krótkofalowcy-konstruktorzy, budujący swoje moduły generacyjne/oscylacyjne zwane VFO). Pomiar powyższy umożliwił mi także dokonanie „kalibracji” własnego stanu wiedzy o swoim egzemplarzu przystawki, bo niniejszym dowiedziałem się, że przy pomiarze bezpośrednim, tzn. bez „podpinania” pomocniczej szeregowej indukcyjności pomocniczej, w okolicach 15 µH występuje ujemny uchyb pomiarowy o wartości około 5.5% (bo 14.3 µH x 1.055 = 15.0865 µH).



przykład pomiaru dość małej indukcyjności w postaci gotowego fabrycznego dławika 1.5 µH
(producent „rzucił” czarnym paskiem na końcu kodu barwnego, czyli nie chciał podać tolerancji, co oznacza, że jest ona dość znaczna ... i faktycznie – pomiar poprzez szeregową indukcyjność pomocniczą 100 µH (1%) wykazuje rzeczywistą wartość 1.7 µH (czyli z fabrycznym dodatnim uchybem około 15% dla tego akurat konkretnego egzemplarza dławika, co przekłada się na przemilczaną przez producenta tolerancję aż ... 30%)

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ)  





bezpośredni pomiar fabrycznego dławika 5.6 µH (5%); nauczony doświadczeniem wynikającym
z kilkuletniego już oswojenia się z niniejszą przystaweczką oraz na podstawie licznych
pomiarów uwiarygodniających z szeregową indukcyjnością pomocniczą wiem od razu,
że w dolnym zakresie pomiarowym (w okolicach 5 µH) do widocznego na wyświetlaczu wyniku
należy dodać 10%, co przekłada się na indukcyjność rzeczywistą o wartości 5.8 µH;
początkowe zero na wyświetlaczu wynika z faktu, że multimetr znajduje się w trybie 200 mV

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ)  



Jeśli ktoś będzie musiał zmierzyć indukcyjności przekraczające górną granicę możliwości niniejszej przystawki, tzn. powyżej 500 µH, to wystarczy, że znów ruszy mózgiem i wykorzysta wspomnianą indukcyjność pomocniczą 100 µH (1%) w układzie równoległym, do której, również równolegle, przytroczy badaną nieznaną dużą ceweczkę, której wartość zamierzamy określić.

Określenie wartości naszej „dużej” indukcyjności realizujemy przy pomocy poniższej tabeli (w przypadku braku dokładnie takiej samej wartości szukamy najbliższej i ekstrapolujemy osobistym śródczaszkowym aparatem myślowym) lub też w oparciu o „pokombinowanie sobie” np. w programie „Elektronische Berechnungen” lub jeszcze wygodniej w naszym rodzimym sofcie o nazwie  „Asystent Elektronika 2.1” (obie te aplikacje są dla systemu Windows; działają również w Linuksie poprzez Wine).






przykładowa „kombinowanka-próbowanka-dopasowywanka” w niemieckim
bezpłatnym programie „Elektronische Berechnungen”;
w polu „L2” wpisujemy taką wartość, aby w polu „L-Gesamt” pojawiło się to,
co widzimy na wyświetlaczu naszego multimetru (dwa miejsca po przecinku wystarczą) ...





... lub sięgamy po znacznie wygodniejszy i szybszy w działaniu nasz polski program „Asystent Elektronika” (indukcyjności równoległych nie obsługuje, ale ma przecież analogicznie obliczane rezystancje równoległe); w polu „Rezystor 2” wpisujemy taką wartość, aby pod ramką (w prawym dolnym rogu)  pojawiło się dokładnie to samo, co widzimy na wyświetlaczu naszego multimetru;
osobiście polecam nasz polski kalkulator, ponieważ nie trzeba w nim
wybierać jednostek, każdorazowo mozolnie klikać na klawiszu „Berechnung”
oraz dokonywać denerwującego czyszczenia pola wynikowego





przykład pomiaru dużej indukcyjności (oczywiście z wykorzystaniem równoległej cewki pomocniczej):
32 zwoje na radzieckim/rosyjskim pierścieniowym rdzeniu ferrytowym M2000HM1-5 (17.5 x 8 x 5 mm) o liczbie AL1500 dają nam 1500 µH (co można wydedukować z „tabelki równoległej” lub wprost z programów kalkulacyjnych, wzgl. potwierdzić matematycznie -->  L [µH] = liczba AL x liczba zwojów do kwadratu / 1 000, czyli 1 500 x 1 024 / 1 000 = 1 536 000 / 1000 = 1536 µH (czyli 1.536 mH)

foto: Marcin Perliński (SP6MAJ)  




WARIANT PRZYSTAWKI Z ZAKRESEM POMIAROWYM OD 2 DO 200 µH




opracowanie: Andrzej Janeczek, źródło: EdW, 10/2003, str. 51, rys. 2

Tak, tak – to zasadniczo niemalże ten sam układ, który już znamy, jednakże mamy tu do czynienia z częstotliwością roboczą 20 kHz (zamiast 50 kHz), więc autor użył „siostrzanego” układu scalonego (74HCT132 zamiast 74HC132) oraz zmienił wartości C1 (z 1 nF na 2.2 nF) oraz C3 (z 47 nF na 470 nF). Tym razem napięciu 2 mV odpowiadają 2 µH, a 200 mV oznacza 200 µH. Sposób posługiwania się indukcyjnościami pomocniczymi jest taki sam jak w przypadku wersji podstawowej (5µH – 500 µH).


Kilka ogólnych porad końcowych:

1. Korzystaj z porządnego zasilacza stabilizowanego lub baterii (w tym drugim przypadku oczywiście
z odpowiednim stabilizatorem/reduktorem napięcia). Moja pierwsza próba zasilania przystawki z impulsowej ładowarki do telefonu komórkowego zakończyła się fiaskiem (mimo faktu, że była to ładowarka wysokiej jakości i bez istotnych negatywnych tętnień czy tzw. „prążków”).

2. Odwrotne podłączenie biegunów zasilania „uwala” scalaka. Kup kilka sztuk tego „grzebyka”, bardzo uważaj,a jeśli chcesz się porządnie zabezpieczyć przed beztroskim „pokićkaniem”, to zainstaluj stabilizator 78L05 poprzedzony diodą zabezpieczającą (np. 1N4007, katoda do wejścia 78L05, a anodą pobieramy energię „wpływającą” z zewnątrz do zasilacza) i „napędzaj” całość np. z baterii 9V. Przystawka pobiera około 10 mA.

3. Większość pomiarów zrobisz w układzie bezpośrednim (tzn. bez cewek pomocniczych). Z czasem nauczysz się także mierzyć wartości mniejsze niż dolny zakres (sekwencja obniżających się odczytów pojawia się na ułamek sekundy – pod uwagę bierzemy ten pierwszy „przebłysk”; szybko „wykumasz”, o co w tym wszystkim chodzi).

4. Bądź cierpliwy! Czasem warto poczekać nawet i pół godziny do momentu „nagrzania się” i ustabilizowania się wewnętrznego układu generatora wzorcowego (ta faza wymaga trwałego podpięcia mierzonej indukcyjności) .

5. Nie przejmuj się za bardzo tolerancjami i uchybami. W większości przypadków wystarczy poznanie przybliżonej wartości indukcyjności, bo w amatorskiej (i profesjonalnej) „radiokonstruktorce” niemalże wszystko i tak dostraja się później kondensatorami zmiennymi, trymerami, diodami pojemnościowymi, „rdzeniuszkami-pokręcuszkami” itd. itp.  

6. W pliku archiwum skompresowanego dodateczki-l-miareczki.rar znajdziesz materiały uzupełniające, bezpłatne programy, kalkulatory, katalogi oraz całe mnóstwo dalszych pożyteczności. Daj się mile „zaniespodziankować”! Zachęcam do skorzystania!

Życzę miłego użytkowania!


Marcin Perliński (SP6MAJ), Dzierżoniów, 20 grudnia 2019