środa, 31 stycznia 2024

Kultowa "żużżałka" UVB-76 jako dość mocny "lokalny" sygnał online, emisja w czasie rzeczywistym, czyli "live"

Kto jeszcze nie wie, jakie są przypuszczenia dotyczące istoty tej wielkiej tajemnicy, niech sobie powikipediuje oraz doczyta  cokolwiek na temat hipotetycznej funkcji "martwej ręki".

Kiedy słuchamy poprzez Enschede (4625 kHz) czy nawet na własnej konstrukcji odbiorniku krótkofalowym, to sygnał niestety nie zawsze jest mocny jak dzwon, zwłaszcza jeśli mieszkamy na zachodnich rubieżach Polski czy Europy, ale korzystając z tego oto zasobu uzyskamy względnie rozsądną dzienną recepcję audio.

Osobiście lubię włączyć na minutę lub dwie, aby się pokrzepić duchowo i częstotliwościowo. 

Polecam nie tylko radioamatorom-nasłuchowcom sprawdzającym warunki propagacyjne

Dzieląc liczbę 300 przez częstotliwość (4.625 MHz) uzyskamy długość fali, czyli około 64 metry, a o predykcji warunków odbioru była już mowa tutu.


(Marcin Perliński)

wtorek, 30 stycznia 2024

Wujek Artemij z Tiumenia na Syberii prezentuje genialnie prosty automatyczny bezpiecznik przeciwzwarciowy 12V 5A na przekaźniku

Zasilanie 8.2 V ... 13.8 V na wejściu, a w roli obciążenia np. żarówka dwunastowoltowa jednoamperowa. Po podaniu zasilania żarówka nie świeci, więc naciskamy na przycisk chwilowy i puszczamy go. Żarówka zapala się na stałe. Kiedy na wyjściu pojawi się np. zwarcie lub przeciążenie na poziomie np. 5 A lub wyższym, to przekaźnik puszcza, rozłącza obwód i żarówka gaśnie! 

koncepcja bazowa: Artiom Kosicyn (YT)

Korespondujący materiał jutubny tutaj.

Niech żyje stara dobra elektromechanika!

Zachęcam do wykorzystania! Powinno także ładnie wykrywać przeciążenia silników komutatorowych 12 V

Kwestie ewentualnych niedogodności tej konstrukcji ze względu na potencjalne iskrzenie na stykach czy bezwładność kotwicy przekaźnika uważam za drugoplanowe, bo przecież można im przeciwdziałać.

współcześniejszy układ z detektorem toroidalnym

klasyczny układ na boczniku i bipolarkach

archiwałek 

(Marcin Perliński)


poniedziałek, 29 stycznia 2024

Regulacja/stabilizacja natężenia na LM317 (źródło prądowe o zwiększonym "amperażu")

Jest to mniej znany sposób wykonania (wzmocnionego do np. kilku amperów) regulowanego źródła prądowego na LM317. Sam regulator LM317 w podstawowej konfiguracji jest w stanie dostarczać do około 1 ... 1.5 ampera (o ile ma radiator i nie jest ordynarną "podróbą"), jednak przedstawiony w niniejszym blogowpisku "patent" daje nam możliwość osiągania prądów nawet do 5 amperów i więcej, w dodatku z płynną regulacją i stabilizacją natężenia. Możliwe to jest dzięki zastosowaniu dodatkowego tranzystora bipolarnego dużej mocy o polaryzacji PNP (umieszczonego oczywiście na stosownym radiatorze). Kto zapragnie móc dokonywać stabilizacji prądowej aż do 5 amperów, to zmniejsza wartość rezystora bocznikującego z 0.39 Ω do 0.25 Ω (gdyż 1.25 / 5 A = 0.25 Ω). Obciążalność mocową/watową rezystora wyliczamy sobie na zasadzie 1.56 / 0.25 Ω = 6.24 W, czyli dla pięciu amperów "pakujemy" najlepiej rezystor 0.25 Ω o obciążalności 10 W, bo zapas "pancerności" i lepsze odprowadzenie ciepła nigdy nie zaszkodzi

Wielu się pewnie zastanawia, co to jest to "1.25" czy 1.56". Chodzi o fabryczne napięcie odniesienia dla LM317 (oraz siostrzanych układów z serii 78xx), wartość oczywiście w woltach. A "1.25" podniesione do kwadratu daje "1.56"

Pierwotny autor tego konceptu, niejaki Kondratiew (rocznik 1953), wykorzystuje przedstawioną na poniższym nabazgroleniu konstrukcję do ładowania akumulatora ołowiowego. Do wejścia podłącza stary siemensowski zasilacz impulsowy od monitora komputerowego (bardzo podobny do typowego zasilacza laptopowego). Parametry tego zasilacza to 20 VDC 3.25 A

Wspomniany gościu pomyślnie przetestował również "wyciskanie" ze wzmiankowanego zasilacza monitorowego aż 5 amperów (zamiast fabrycznych 3.25 A), a uczynił to poprzez "wybebeszenie" z obudowy i "wtrążolenie" większych radiatorów, dzięki czemu poprawiły się parametry termiczne, więc impulsiak bez problemu zaczął podawać więcej "niż fabryka dała". Na wyjściu otrzymujemy napięcie rzędu kilkunastu woltów (czyli nieco niższe od wejściowego), co dzięki płynnej możliwości regulacji natężenia w zupełności nadaje się do ładowania akumulatorów ołowiowych czy żelowych o różnych pojemnościach (od małych UPS-owych "żelowców" po rozruchowe samochodowe). W tego rodzaju układach napięcie nie jest zresztą najważniejszą krytyczną determinantą, bo decyduje prąd, czyli natężenie, zwane (bardzo) potocznie "amperażem".

koncepcja bazowa: kondratev-v.ru

O powyższym sposobie dowiedziałem się tutaj.

Zanotowałem sobie oraz wykonałem rysunki w swoim antytumanowym kajeciku i innym radzę zrobić to samo, bo przydatne.


(Marcin Perliński)



Mniej typowy nieskomplikowany prostownik do ładowania akumulatorów ołowiowych, układ ze "sprytną" automatyką napięciową (1974)

Dla eksperymentatorów i osobników ciekawych trochę już zapomnianej wiedzy elementarnej:

opracowanie pierwotne: Andrzej Sitnik ("Lamina", 1974), autor niniejszej wtórnej rekompilacji bliżej nieznany (inicjały A.C.)

Koncepcja powyższa sakrucko uproszczona (do tego stopnia, że jest aż piękna i genialna), jednak zawsze można to coś udoskonalić, zwłaszcza pod kątem antyzwarciowym

Gdyby były problemy z doborem napięcia progowego, to sugeruję skoncentrować się na diodzie D4 (dać dwie w szeregu, wymienić na szotkę wzgl. dwie) lub "podbić" napięciowo do góry zenerkę (D3) poprzez dodanie do szeregu zwykłej krzemówki lub szeregu krzemówek (odpowiednio spolaryzowanej/spolaryzowanych).

materiały źródłowe, dodatkowy aneks

Zachęcam do wykorzystania niniejszej koncepcji lub "pokopania" w zalinkowanych powyżej źródłach.


(Marcin Perliński)



Klasyczny sprawdzony transformatorowy liniowy regulowany zasilacz laboratoryjny/warsztatowy na LM324, 0-30 V, 0-10 A, odporny na zwarcie


Tylko jeden prosty "scalak" i 5 tranzystorów, T2-T5 na odrębnych i odizolowanych od siebie radiatorach (wzgl. na jednym wspólnym, o ile użyjemy podkładek mikowych). Możliwe także użycie małego cichego "wiatraczka".

opracowanie: maciekre@aol.co.uk

Polecam, bo to konstrukcja "starożytna", wielokrotnie sprawdzona i wykonywana przez licznych "lutowaczy", ze mną włącznie. Przechodzi nawet słynny "kultowy" test ograniczenia prądu wykonywany na diodzie LED.

Trafa można dać dwa identyczne, np. 9-woltowe, połączone i przełączane szeregowo, aby zmniejszać wydzielanie ciepła na radiatorach w niższym zakresie napięciowym (byłyby wtedy dwa zakresy 0-13 V oraz 0-26 V). Zwróć uwagę na to, że trafo/trafa nie może/nie mogą mieć napięcia wtórnego wyższego niż 21 VAC, bo LM324 działa maksymalnie do 32 VDC. Napięcie zmienne po wyprostowaniu i wygładzeniu na "elektrolitach" zwiększy się 1.41 "raza" (czyli o 41 %).

Mostek prostowniczy na odrębnym radiatorze, kable i złącza odpowiednio grube. Trafo/trafa muszą dostarczać odpowiedniej mocy z konkretnym "zapasem" (np. 1 x 200 watów, o ile zdecydujemy się na zakres bardziej niskonapięciowy, a 2 x 400 watów, jeśli zechcemy dochodzić do 30 woltów przy prądach rzędu 10 amperów). Tranzystory mocy najlepiej oryginalne z dawnych lat (np. Tungsram, o ile ktoś posiada). Można również użyć współcześniejszych tranzystorów mocy, ale od razu uprzedzam, że obecni producenci mocno oszukują, więc dajemy przynajmniej dwudziestoamperowe, a mostek prostowniczy także z odpowiednim zapasem (np. na 50 amperów).

Zenerkę proponuję "dla spokojności" dać półwatową. Rezystory mocy pięciowatowe.

Uwaga! Możliwość porażenia prądem elektrycznym! Możliwość wywołania pożaru! Bezpiecznik sieciowy obowiązkowy! Kabel sieciowy o odpowiedniej grubości z odpowiednio "pancerną" wtyczką! Jeśli użyjesz obudowy metalowej, to należy ją prawidłowo uziemić! Koniecznie pokaż swoją konstrukcję elektrykowi z uprawnieniami! Projekt nie nadaje się dla dzieci i młodzieży!!! Zwarcioodporność i idiotoodporność jest pojęciem względnym, bo jeśli ustawisz prąd rzędu kilku amperów i zewrzesz niezbyt grube kable wyjściowe, to oczywiście nagrzeją się, a nawet się stopią i "staną w ogniu"!

Polecam tylko bardziej zaawansowanym hobbystom!


materiały źródłowe


(Marcin Perliński)


ciut prostszy podobny zasilacz



czwartek, 25 stycznia 2024

Amatorski teatrzyk cieni, czyli pokaż dzieciakom dawny prawdziwy realny normalny analogowy świat (1963)

Około roku 1979 lub 1980 do dzierżoniowskiego "Kinoteatru" przyjechał mocno profesjonalny francuski teatrzyk cieni. Nasza pochodząca z Francji wychowawczyni, mgr Elżbieta Krementowska, tłumaczyła nam co nieco wprost z francuskiego, ale jedno słowo, a mianowicie "koszą" (= cochon), rozumiałem bez problemu nawet bez tłumacza, ponieważ wspomniana nauczycielka dość często gromiła nas za umorusanie się na podwórku szkolnym mówiąc każdemu poszczególnemu delikwentowi, że "wygląda jak koszą".

Okazuje się, że teatrzyk cieni można zorganizować naprawdę prostymi środkami!

opracowanie: Janina Skowrońska-Feldmanowa (1963)

opracowanie: Janina Skowrońska-Feldmanowa (1963)

opracowanie: Janina Skowrońska-Feldmanowa (1963)
 

Pełną publikację harcerską z roku 1963 można pobrać tutu.

Digitalizację oraz żmudne prace związane z czyszczeniem skanów wykonał kolega SP5LJ, czyli człowiek, dla którego mam przeogromny "szacun". Zachęcam wszystkich do pobuszowania po Jego chomiczku.

Polecam!

 

(Marcin Perliński) 

Meandry czasownika "lassen"

Da się totoż ogarnąć umysłem w oparciu o niniejszy testek:



Polecam w pierwszej kolejności germanistom.


(Marcin Perliński)