Nie jest tak, żebym był zupełnie zielony w tej materii, bo przecież w SP3 w Dzierżoniowie na plastyce nasza wychowawczyni, mgr Elżbieta Krementowska, bardzo dokładnie i praktycznie z nami to przerabiała i nawet używała specjalnego projektora do mieszania barw, który Polska Rzeczpospolita Ludowa za czasów Edwarda Gierka sprowadziła z kraju imperialistycznego, ale za każdym razem, kiedy widzę w Internecie profesjonalne malarskie koła barw, np. według koncepcji Ostwalda, to naprawdę nic z nich nie rozumiem. Ściągnąłem nawet oryginalną dziewiętnastowieczną pierwotną popularną książkę wspomnianego Ostwalda i ją pobieżnie przeczytałem, ale nadal i tak niewiele mi we łbie zaświtało, bo nie zrozumiałem, co to znaczy (i po co!!!/jak???) "odliczać od 77 do 100 zgodnie z ruchem wskazówek zegara i od najjaśniejszego żółtego począwszy", że o "odcieniowym" nawigowaniu na podwójnym brylantokształtnym stożku przestrzennym nie wspomnę. Jeszcze bardziej wkurzyła mnie okrzyczana w krajach anglosaskich tarcza Newtona, która ma ewidentnego "zonka" w postaci niepotrzebnego i "nielogicznego" siódmego koloru błękitnego, który rujnuje cały (przynajmniej mój własny mózgowy) ordynek.
Na szczęście znalazłem dość mocno rozpowszechnione w krajach arabskich (wzgl. np. azjatyckich) koło 6-kolorowe i od razu wszystko "załapałem".
takie koło to nawet ja zrozumiem |
trzy kolory podstawowe tworzą "koniczynkę" |
żółty + czerwony = pomarańczowy |
czerwony + niebieski = fioletowy |
żółty + niebieski = zielony |
Kolory znajdujące się naprzeciw siebie znoszą się wzajemnie tworząc mniej intensywne i względnie słabo spektakularne barwy wynikowe, czyli:
czerwony + zielony = odcień zbliżony do czekolady mlecznej
niebieski + pomarańczowy = odcień zbliżony do lekko czerwieniejącego kakao
żółty + fioletowy = odcień zbliżony do lekko żółciejącej oliwki
Dodając biel i czerń (oraz/lub zmieniając procentowe proporcje barw zawartych na kole, także tych bezpośrednio ze sobą sąsiadujących) możemy wygenerować tysiące (jeśli nie miliony) najróżniejszych kolorów.
Na szczęście istnieją naprawdę pożyteczne programy komputerowe i aplikacje srajfonowe, które potrafią wirtualnie mieszać kolory w sposób tak zaawansowany i wyrafinowany, że chyba żaden geniusz malarstwa by tak nie potrafił.
No ale gorzej, jeśli technologii (lub choćby prądu) zabraknie, więc warto pamiętać o tych kilku elementarnych wytycznych, łatwych do zrozumienia w naturalnej logicznej wersji 6-kolorowej.
Powyższa opinia jest być może nadmiernie subiektywna oraz osobisto-emocjonalna, ale póki co jakoś nie zamierzam jej rewidować.
(Marcin Perliński)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz